Salamandra bliżej nieba. Kto pomoże pilotom z Zabrza wskrzesić stary szybowiec? Email
Wpisany przez Elżbieta Skwarczyńska-Adryańska napisz do autora    wtorek, 01 maja 2012 08:12

POMYSŁOWI. Siedem lat temu członkowie Klubu Zabytkowych Szybowców, w tym Witold Nowak (instruktor i mechanik szybowcowy w Aeroklubie Gliwickim) oraz dwaj zabrzanie: Jacek Popiel (najstarszy z czynnych polskich instruktorów szybowcowych) i pilot Franciszek Adamczak (na co dzień maszynista wyciągowy w kopalni Siltech w Zabrzu) postanowili zbudować szybowiec. I to nie byle jaki, tylko replikę - istniejącego wówczas jedynie w zbiorach muzealnych - szybowca treningowego o mało „lotnej” nazwie - Salamandra. Dziś, gdy ich marzenia nabrały realnych kształtów, jedyną przeszkodą, by ich dzieło wzbiło się w powietrze jest brak kilku atestowanych części, bez których żaden szybowiec nie otrzyma zezwolenia na loty.

Zabrzanie nie zdziałaliby wiele bez Nowaka, od trzydziestu lat opiekującego się całą latającą, bezsilnikową flotą w Aeroklubie Gliwickim. Całą trójkę połączyła miłość do latania, a w szczególności do starych szybowców. Witek własnoręcznie, najczęściej pracując po godzinach, uratował już od zagłady m.in. Lisa, Muchę Standard i Zefira, które po generalnym remoncie służą dziś pilotom jak za swych najlepszych lat. Tym razem, budując szybowiec „od zera”, spędził z przyjaciółmi (najczęściej z Adamczakiem) w hangarze w ciągu minionych siedmiu lat około 5000 godzin.

Szybowiec z historią
Produkcję Salamandry, seryjnie wytwarzanej od 1937 roku w Wojskowych Warsztatach Szybowcowych w Krakowie (głównie na eksport), wznowiono po wojnie w zakładach w Jeżowie Sudeckim, według dokumentacji odtworzonej na podstawie jedynego ocalałego egzemplarza, ukrytego w Goleszowie. W sumie w latach 1947-1957 wyprodukowano 254 egzemplarze o stale ulepszanej konstrukcji. Ostatni lot Salamandra odbyła w 1962 roku. Później, za wyjątkiem jednego szybowca, który trafił do Muzeum Lotnictwa w Krakowie, podzieliła los innych, wycofanych z eksploatacji. Porąbane, posłużyły jako opał, bo uznano, że klejona kazeiną drewniana konstrukcja nie spełnia już wymogów bezpieczeństwa.

- Pierwszy raz siedziałem za sterami Salamandry w 1948 roku, w szkole szybowcowej Sobótka, koło Świdnicy. Bardzo lubiłem ten model szybowca, bo latał nawet w bardzo słabych warunkach termicznych, nawet przy prędkościach 40-50 km/h - wspomina Popiel. – Niestety, szybowiec nie miał przyrządów (zwłaszcza prędkościomierza), więc czasem wpadał w korkociąg, Nie wszystkim udawało się go z niego wyprowadzić. Mimo to był to szybowiec bezpieczny, bo nawet po takiej kraksie pilot zazwyczaj wychodził bez szwanku.

Dla szybowca takie wypadki kończyły się zazwyczaj mniej szczęśliwie i po pewnym czasie z trzech Salamander, które były wówczas w szkole szybowcowej w Tęgoborzu została jedna. Wśród pilotów krąży anegdota, jak kiedyś w taki korkociąg wpadła żona kierownika tej szkoły, legendarnego Leopolda Kwiatkowskiego. Na wieść o tym, że szybowiec uderzył w ziemię, nie pytając o żonę (której na szczęście nic się nie stało) Kwiatkowski miał krzyknąć: Jezus, Maria, ostatnia Salamandra!

Salamandry były niezwykle lekkie (jedynie 140 kg) i do startu nie potrzebowały wyciągarki. Startowały ze zbocza przy pomocy popularnych niegdyś gumowych lin, a przy silniejszym wietrze nawet „na popych”.

Brakuje 6 tys. zł
Pierwszy na zbudowanie repliki Salamandry zdecydował się Henryk Mynarski, właściciel sprywatyzowanych zakładów w Jeżowie. Jego bezsilnikowy ptak wzbił się w powietrze, gdy śląscy zapaleńcy zabierali się do podobnego dzieła.

- To żmudna i precyzyjna praca, bo od dokładności odwzorowania poszczególnych części (a każde żeberko skrzydła jest inne) i staranności wykonania, zależy późniejszy komfort i bezpieczeństwo lotu – mówi Adamczak. Dziś ten etap pracy zabrzanie mają już za sobą. Na odbiór czeka zaczep, służący do holowania szybowca. – Koszt zaczepu to około 450 złotych. By go odebrać i zamówić zastrzały (metalowe kształtowniki mocujące skrzydła do kadłuba) i drążek sterowniczy oraz specjalny lakier dla pomalowania szybowca potrzebujemy około 6 tysięcy złotych, których nie mamy.

Trzej zapaleńcy szacują, że z dokończeniem budowy szybowca są w stanie uporać się za 2-3 miesiące. A gdy Salamandra zabłyśnie już nową, jaskrawopomarańczową barwą (taki kolor miały fabryczne szybowce), pozostaną jedynie papierkowe formalności i poprzedzające wydanie certyfikatu dopuszczającego do lotów próby w wykonaniu licencjonowanego oblatywacza.

„Bezpieczny” termin pierwszego lotu gliwickiej Salamandry jej konstruktorzy określają na wiosnę przyszłego roku. Ale za to, jak już zacznie latać… Na loty tym modelem cieszą się m.in. uczniowie pierwszych w regionie klas lotniczych z Zespołu Szkół im. Witolda Pileckiego w Zabrzu. Choć zanim zostaną wylaszowani (otrzymają licencję pilotów szybowcowych) i będą mogli usiąść za sterami, muszą odbyć przewidzianą programem ilość lotów „w tandemie”, czyli w dwumiejscowych szybowcach szkoleniowych, w towarzystwie instruktora. W Aeroklubie Gliwickim rocznie uzyskuje takie licencje około 50 młodych ludzi.

- Żeby efektywniej ich szkolić, ale i samemu więcej latać, a także zacząć zarabiać pieniądze dla sekcji szybowcowej, przydałby się jeszcze motoszybowiec – marzy Adamczak.

I jeszcze ABC
Tymczasem Adamczak, Nowak i Popiel bynajmniej nie mają zamiaru poprzestać na rekonstrukcji Salamandry. Od kilku miesięcy doglądają budowy repliki kolejnego, trzeciego powojennego polskiego szybowca szkoleniowego o nazwie ABC. W ramach szkolnych zajęć konstruują go pod okiem Nowaka uczniowie pobliskiego technikum im. Grota Roweckiego, z klasy kształcącej przyszłych mechaników lotniczych. – Największą przeszkodą było odtworzenie zniszczonej dokumentacji technicznej, ale pokonaliśmy ją, posiłkując się muzealnym egzemplarzem ABC i zachowanymi elementami wycofanych z eksploatacji szybowców. Praca posuwa się szybciej, niż przy Salamandrze, bo konstrukcja ABC jest mniej skomplikowana. Przykładowo, wszystkie żeberka skrzydeł są identyczne, co umożliwiło wykonanie ich na tym samym stelażu. Przy Salamandrze dla każdej pary żeberek musieliśmy konstruować nowy – tłumaczy Popiel.

Jak każdej wiosny, w pogodne dni na niebie – także nad Zabrzem – można zobaczyć coraz liczniejsze szybowce. Wielu z nich nie byłoby, gdyby nie zapał i determinacja pasjonatów podobnych do Adamczaka, Nowaka i Popiela.

 

Chętni do wsparcia sfinalizowania budowy Salamandry proszeni są o kontakt z GŁOSem (te. 32 271 46 89), bądź bezpośrednio z Witoldem Nowakiem (Tel: 32 230 15 92)

 
Reklama
REKLAMA
 

Idź, zobacz, posłuchaj

Nasi piłkarze

gdzie: Galeria Cafe Silesia, ul.  3 Maja 6, tel. 32 777-05-01

kiedy: do października


Więcej …
 
Wirtualne zwiedzanie

Zobacz historię Głosu

Więcej …
 

FACEBOOK

Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA