Niewidzialny skrytobójca. Cóż z tego, że zadymiają nas także sąsiedzi? Email
Wpisany przez Elżbieta Skwarczyńska-Adryańska napisz do autora    czwartek, 05 marca 2015 09:10

dymW STRONĘ NATURY. Zabrze znalazło się w pierwszej dziesiątce europejskich miast z najbardziej zanieczyszczonym powietrzem (pozostałe cztery znajdują się w Bułgarii). Obok naszego, w tym niechlubnym gronie jest jeszcze 5 innych polskich miast. Gorsze powietrze od Zabrza mają jedynie Gliwice, Nowy Sącz i od lat „przodujący” w tej statystyce Kraków. Za nami uplasowały się Sosnowiec i Katowice.

Najwyższa Izba Kontroli, która sprawdzała zasadność wydatkowania funduszy przeznaczonych na walkę z zanieczyszczeniami twierdzi, że spora część tych pieniędzy jest niestety wydatkowana przez samorządy nieefektywnie. Skutkiem tego Polska od lat ma najbardziej zanieczyszczone powietrze w Unii Europejskiej. Kontrolerzy brali pod uwagę liczbę dni w roku, w których przekroczono dobowe dopuszczalne stężenie pyłu PM10. W Krakowie limity te były przekroczone przez 150 dni. Zabrzanie oddychali zatrutym powietrzem jedynie 25 dni krócej.

W raporcie z badań przeprowadzonych w latach 2008 - 2014 i opublikowanym pod koniec ubiegłego roku inspektorzy NIKu zwracają uwagę, iż niespełnienie standardów jakości powietrza, które są określone w prawie unijnym (tzw. dyrektywa CAFE), może kosztować Polskę w najbliższym czasie nawet 4 mld zł kary. Według danych OECD ponad 3,5 mln osób na świecie umiera przedwcześnie z powodu chorób wywoływanych zanieczyszczonym powietrzem. W Polsce szacuje się, że rocznie z tego powodu może tracić życie nawet 45 tysięcy osób.

W naszym mieście, podobnie jak w całym kraju największym problemem dla jakości powietrza jest ponadnormatywne stężenie pyłu zawieszonego (PM10 i PM2,5) oraz benzo(a)pirenu (B(a)P). Wysokie stężenie pyłu zawieszonego wywołuje i potęguje choroby płuc i układu krążenia. Z kolei benzo(a)piren jest związkiem silnie rakotwórczym. Tymczasem w Zabrzu dopuszczalne stężenie benzo(a)pirenu przekroczone zostało niemal 500-krotnie!

Główną przyczyną wysokich stężeń pyłów oraz benzo(a)pirenu jest tzw. niska emisja, czyli zanieczyszczenia pochodzące z przydomowych palenisk i lokalnych kotłowni węglowych. Są one często przestarzałe i spalanie paliwa (bywa, że bardzo złej jakości – dop. red.) odbywa się w nieefektywny sposób. Problemem są też zanieczyszczenia komunikacyjne, które są uciążliwe głównie w dużych aglomeracjach. W miastach takich jak Zabrze odpowiadają nawet za ponad połowę wszystkich zanieczyszczeń.

Jednocześnie, choć najgorzej oddycha się mieszkańcom Małopolski i Śląska, jedynie te dwa obszary mają od kilku lat programy zawierające mechanizmy pozwalające na ocenę stopnia realizacji i skuteczności podejmowanych działań naprawczych.

Miasta wydawały pieniądze głównie na redukcję emisji liniowej: remonty nawierzchni ulic, budowę linii tramwajowych, wymianę taboru autobusowego oraz na zmniejszanie emisji powierzchniowej: ocieplanie budynków i modernizację systemów grzewczych. Wciąż zbyt małe kwoty przeznaczane są w gminach na wdrażanie programu ograniczenia niskiej emisji. Jednym z powodów może być obawa mieszkańców o przyszłe koszty bardziej ekologicznego ogrzewania.– Żeby niska emisja zmniejszyła się odczuwalnie mieszkańcy obok wsparcia finansowego na wymianę pieców powinni otrzymać także rekompensaty z tytułu zwiększonych kosztów paliwa innego niż węgiel – podkreślają kontrolerzy NIKu. Niestety, jak dotąd taki program osłonowy ustanowił jedynie Kraków.

Odrębną, bardzo ważną kwestią jest jakość spalanego w piecach węgla, bo zwłaszcza ten importowany z Chin i Rosji bywa bardzo kiepskiej jakości. Obecnie w Ministerstwie Gospodarki trwają prace nad prawem, które określi minimalne wymagania jakościowe dla tego paliwa.

Ze złą oceną naszego miasta nie zgadza się Janusz Famulicki, naczelnik Wydziału Ekologii Urzędu Miasta Zabrze – Nasze miasto ma „pecha”, że znajduje się u nas (przy ul. Curie Skłodowskiej – dop. red.) jedna z kilkunastu w naszym województwie stacji monitorujących jakość powietrza – tłumaczy Famulicki. – Stacje są jeszcze w Gliwicach i Katowicach, ale nie ma ich w innych miejscowościach Aglomeracji Górnośląskiej. Tak wiec nie ma gwarancji, ze Ruda Śląska, czy Świętochłowice nie mają bardziej zanieczyszczonego powietrza, a na taką listę nie trafią. Proszę zauważyć, że sąsiednie Gliwice mają niemal identyczne zanieczyszczenie, jak Zabrze. Analizując jednak szczegółowo tabelę zanieczyszczeń dokładnie widać, iż zależnie od wiatrów wartości te są „wymienne”. Raz gorzej jest u nas, innym razem u sąsiadów.

Wprawdzie trudno nie przyznać racji naczelnikowi, iż na zanieczyszczenia powietrza w Zabrzu wpływają często truciciele z ościennych miast, jednak to marne pocieszenie dla zabrzan zmuszonych wdychać te trucizny. Komentując zastosowany w Krakowie system indywidualnych dopłat do droższych od węgla źródeł ciepła Famulicki widzi inne rozwiązanie, systemowe – To raczej nie gminy, a rząd powinien pochylić się nad tym problemem, znosząc akcyzę i VAT na gaz i prąd stosowane do celów grzewczych.

Póki co, rząd nie rozważa takiego rozwiązania, więc Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej chce przeznaczyć około 45 mln złotych na dofinansowanie tworzenia samorządowych programów gospodarki niskoemisyjnej, koniecznych przy korzystaniu z unijnych pieniędzy. W latach 2014-2020 na ten cel zarezerwowano 1,5 mld euro. Likwidacji niskiej emisji ma pomóc też inny prowadzony przez Fundusz program o nazwie Kawka, którego budżet wynosi 800 mln złotych. Za te pieniądze dofinansowywana jest między innymi wymiana kotłów węglowych.

Tymczasem ograniczanie niskiej emisji w Zabrzu idzie w dobrym kierunku. Po powszechnej termomodernizacji (zwłaszcza w placówkach oświatowych, spółdzielczych i wspólnotowych budynkach jednorodzinnych) przyszła kolej na stosowanie odnawialnych źródeł energii. - Tylko w ubiegłym roku 40 zabrzan dostało dofinansowanie na instalacje fotowoltaiczne – mówi Famulicki. Warto podkreślić, że są to instalacje bez drogich akumulatorów, podłączone bezpośrednio do sieci. W ten sposób ich właściciele mogą sprzedawać nadwyżki produkowanej energii, a gdy mają jej zbyt mało, mogą czerpać ją z sieci. Może to jest najlepsze rozwiązanie?

ELŻBIETA SKWARCZYŃSKA-ADRYAŃSKA

 



Tekst ukazał się w Głosie Zabrza i Rudy Śląskiej (nr 9, 5 marca 2015) na kolumnie W STRONĘ NATURY, która jest współfinansowana przez Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach. Treści zawarte w publikacji nie stanowią oficjalnego stanowiska organów Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach.

 

 
 

FACEBOOK

Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA