Reklama
REKLAMA
Policja informowała, że to mundurowy z narażeniem życia uratował człowieka z płomieni. Prawda okazała się inna Email
Wpisany przez Paweł Franzke napisz do autora    piątek, 22 czerwca 2012 15:17

Przez pięć dni młodszy aspirant Andrzej Wojnarowski z komisariatu I w Zabrzu jawił się jako prawdziwy bohater, który wyprowadził z płonącego mieszkania 31-letniego mężczyznę. Wedle informacji policjantów i strażaków, 28-letni stróż prawa działał z narażeniem życia, które zresztą nadwątlił na tyle, iż trafił do szpitala, a później na zwolnienie lekarskie. Sam zainteresowany nie prostował informacji podawanych na jego temat, a za swoje rzekome bohaterstwo miał niebawem nawet odebrać dyplom uznania. Prawda wyszła na jaw dopiero wówczas, gdy zdziwiona internetowymi doniesieniami sąsiadka uratowanego człowieka, poprosiła nasza redakcję o bliższe przyjrzenie się sprawie.

O akcji ratowniczej w IV-piętrowym budynku osiedlowym przy ul. Anieli Krzywoń 12 poinformował nas w czwartek (31 maja) Krzysztof Grabowiec, rzecznik zabrzańskiej straży pożarnej. Wedle informacji, które pożarnicy otrzymali na miejscu, z płonącego mieszkania ofiarę wyprowadzić miał policjant. Doniesienia te potwierdził dzień później oficjalny komunikat komendy policji: „Zabrzański policjant z narażeniem życia udzielał pomocy mieszkańcom budynku przy ul. Anieli Krzywoń. Dzielny funkcjonariusz wyprowadził z palącego się mieszkania 30-letniego mężczyznę. Ze względu na zatrucie tlenkiem węgla zarówno sprawca pożaru, jak i bohaterski policjant zostali przewiezieni do szpitala” – to najważniejszy fragment informacji przygotowanej przez rzecznika policji Marka Wypycha.

Te doniesienia obruszyły niektórych mieszkańców bloku, zwłaszcza tych, którzy byli najbliżej dramatycznych wydarzeń. W e-mailach pisanych do naszej redakcji umniejszano udział policjanta w akcji. W miniony wtorek – pięć dni po całej ratowniczej akcji z udziałem mundurowego - wybraliśmy się z reporterską wizytą pod wskazany adres, by oddzielić fakty od mitów…

Jak było naprawdę?
Do zdarzenia w czwartkowe popołudnie (31 maja) doszło około godz. 17. Żona ofiary i jego córka wracały właśnie do mieszkania z zakupów. Kiedy otwierały drzwi, ze środka zaczął wydostawać się gęsty i duszący dym. Drzwi pozostały jednak tylko uchylone, bo zabezpieczała je specjalna blokada. Kobieta w zaawansowanej ciąży nie była w stanie ją sforsować. Niepokojące odgłosy i dramatyczne nawoływania o pomoc z korytarza, dotarły do dwóch młodych kobiet mieszkających za ścianą płonącego lokalu.

Nagle zaczęła dobijać się do nas sąsiadka – relacjonują. – Mówiła, że jej mieszkanie płonie, a w środku znajduje się mąż. Jedna z nas zaopiekowała się jej kilkuletnią córką i zawiadomiła straż pożarną, druga próbowała pomóc sąsiadce wejść do środka.

26-letnia kobieta chwyciła za śrubokręt i rozpoczęła demontaż ledwie widocznych śrub ogranicznika. Kiedy się wreszcie udało, weszła do przedpokoju, wcześniej przygotowując sobie przedpole wylanym wiadrem wody. – W środku było jednak tyle dymu, że po chwili wyszłam. Potem próbowałam wejść tam jeszcze raz lub dwa, zawsze z takim samym skutkiem – dodaje.

Interwencja policji
W tym czasie zupełnie przypadkowo mundurowi z I komisariatu pojawili się w feralnym bloku na wezwanie jednej z lokatorek, która informowała o włamaniu do jej piwnicy. „W chwili, kiedy policjant pukał do mieszkania pokrzywdzonej, nagle usłyszał krzyki z II piętra” – relacjonował w policyjnym komunikacie rzecznik zabrzańskiej policji, Marek Wypych.

Młodszy aspirant Andrzej Wojnarowski wbiegł na wyższą kondygnację. Nakazał mieszkańcom opuścić blok i poprosił dyżurnego, by ten upewnił się czy straż pożarna już jedzie. Wedle słów sąsiadki z lokalu obok miał jednak powiedzieć: - Nie wchodźmy tam, bo nie wiadomo co się stanie. Jak twierdzi kobieta, która finalnie rozkręciła ogranicznik drzwi, w końcu oboje – wraz z policjantem - weszli do środka. Po chwili opuścili lokal, oszołomieni dymem i sięgającymi dwóch metrów płomieniami w jednym z pokojów. Nie zdołali dotrzeć do 31-letniego mężczyzny.

Kto go wydostał?
- Z koleżanką zaczęliśmy otwierać wszystkie okna, żeby przewietrzyć klatkę schodową i mieszkania – relacjonuje kobieta, która była w płonącym mieszkaniu. – Kiedy wyszłam na korytarz, sąsiad stał już na zewnątrz. Nie widziałam, kto i jak go wyprowadził, ale bardzo wątpliwe, by zrobił to policjant. Nie wyglądał na kogoś, kto właśnie wyszedł z centrum żywiołu. Nie miał nawet zabrudzonego czy nadpalonego munduru. A co najważniejsze, nikt z mieszkańców nie potwierdza, by widział funkcjonariusza wyprowadzającego ofiarę z ognia.

Tymczasem zgodnie z informacjami policji oraz meldunkiem straży pożarnej, 28-letni policjant z referatu kryminalnego I komisariatu wszedł do środka mieszkania i wydostał bezskutecznie walczącego z płomieniami 31-latka jeszcze przed przybyciem pożarników. Ofiara była przytomna, ale wyraźnie okopcona. – Na barku miał coś stopionego, chyba kaseton albo fragment tapety – dodaje sąsiadka. – Wyszedł z budynku o własnych siłach, na dole rozmawiał jeszcze z żoną.

W tym czasie przybyli na miejsce strażacy w sile czterech zastępów rozpoczęli akcję gaśniczą. Prędko stłumili ogień. Straty są jednak bardzo duże. - Wyceniliśmy je na 30 tysięcy złotych. Spłonęło większość mebli, kasetony sufitowe, sprzęt komputerowy i telewizyjny, okopcone zostały wszystkie ściany w mieszkaniu - informuje Krzysztof Grabowiec z zabrzańskiej straży pożarnej.

Decyzją lekarza pogotowia ratunkowego obydwaj mężczyźni – lokator i policjant – zostali przewiezieni do biskupickiego szpitala z objawami podtrucia gazami pożarowymi. - W przypadku funkcjonariusza lekarze stwierdzili dwukrotne przekroczenie stężenia tlenku węgla w organizmie. Policjant pozostał w szpitalu celem dotlenienia i poddania obserwacji - informuje Wypych. – Medycy zdecydowali, że powinien pozostać na zwolnieniu lekarskim do końca tygodnia – dodaje starszy aspirant Krzysztof Ciach z komendy policji. Szczęśliwie nic nie stało się partnerce 31-latka, która jest w zaawansowanej ciąży

Chwała mundurowego
Gdy poprosiliśmy rzecznika zabrzańskiej policji, Marka Wypycha, o jednoznaczne ustosunkowanie się do wątpliwości mieszkańców, co do przebiegu akcji i udziału policjanta w ratowaniu życia, wreszcie udało się ustalić faktyczny przebieg czwartkowych zdarzeń.

- Przygotowując notatkę posiłkowałem się informacjami od jednego z kolegów młodszego aspiranta Wojnarowskiego, który odwiedził go w szpitalu i po rozmowie z nim przekazał, że to właśnie onwyprowadził 31-latka z mieszkania – poinformował nas we wtorek Wypych. – Niestety, po zapytaniach GŁOSu, rozmawiałem już bezpośrednio z Wojnarowskim, który przyznał, że choć był na miejscu, to nie wyprowadzał ofiary. Zaraz muszę o tym fakcie zameldować komendantowi miejskiemu, bo zdaje się, że i on został wprowadzony w błąd.

Błąd w meldunku próbował wyjaśnić nam również Krzysztof Grabowiec, rzecznik zabrzańskiej straży pożarnej. – Dowódca akcji dowiedział się o bohaterskim czynie od zgromadzonych mieszkańców. Widać sam zainteresowany nie zaprzeczył, więc dlatego taka informacja pojawiła się w naszym meldunku – mówił nam Grabowiec. Jednocześnie strażacy podziękowali nam za te informacje. – Mieliśmy już przygotowane pisemne podziękowania dla tego policjanta. Teraz będzie trzeba przemyśleć sprawę jeszcze raz…

Wszystko wskazuje więc na to, że 31-latek najprawdopodobniej opuścił lokal o własnych siłach, dobudzony wysoką temperaturą i rozpaczliwymi nawoływaniami swej partnerki. Prawdopodobnie on też zawinił przy tym pożarze. Mężczyzna zasnął bowiem w fotelu zaraz po zażyciu silnych leków. W ręku trzymał jednak... papierosa, od którego chyba właśnie zajęło się wyposażenie mieszkania.

 

 
Zobacz także

» Nocny kot na parapecie

ŚRÓDMIEŚCIE. Aż dwa zastępy straży pożarnej zaangażowane były dzisiejszej nocy w akcję ratowniczą... kota! O godz. 0.38 strażacy otrzymali sygnał, że na zewnętrznym parapecie okna na II piętrze budynku przy ul. Damrota znajduje się...

» Autobus linii 840 stanął w ogniu

ŚRÓDMIEŚIE. Na szczęście nikt nie ucierpiał w pożarze autobusu linii 840, do którego doszło w sobotę (10 października) 47 minut północy. Na ul. 3 Maja w ogniu stanęło koło autobusu. Pasażerowie zdołali wyjść na czas, a kierowca...

» Więcej szczegółów w sprawie nocnego wypadku. A to niejedyny wypadek z wczoraj

ŚRÓDMIEŚCIE. Policja potwierdza nasze przypuszczenia co do przebiegu zdarzenia. Około godz. 23.10 49-letnia kierująca skodą jechała ul. Wolności w kierunku Gliwic. Nie ustąpiła pierwszeństwa ciężarowemu iveco, którego kierowało się w...

» Wypadek na skrzyżowaniu Wolnośći/de Gaulle'a/Korfantego - 8 października 2015

{gallery}KRYMINALY/15-010-PAZDZIERNIK/WYPADEK-WOLNOSCI{/gallery}

» [FILM, FOTO] Ciężarówka poczty na słupie światła drogowego. Wcześniej rozjechała skodę

ŚRÓDMIEŚCIE. Skrzyżowanie ulic deGaulle'a i Wolności z al. Korfantego zebrała kolejne żniwo. W środę około godz. 23.30 doszło do wypadku drogowego z udziałem ciężarowego iveco Poczty Polskiej. Wcześniej tir zderzył się ze skodą...
Reklama
REKLAMA
 

Idź, zobacz, posłuchaj

Bajkowe ilustracje

gdzie: Galeria Cafe Silesia, ul.  3 Maja 6, tel. 32 777-05-01

kiedy: do 24 marca












Więcej …
 
Wirtualne zwiedzanie

Zobacz historię Głosu

Więcej …
 

FACEBOOK

Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA