Reklama
Spokojnie, mamy plan - wywiad z Tomaszem Młynarczykiem, nowym prezesem Górnika Zabrze Email
Wpisany przez Wojciech Słota napisz do autora    poniedziałek, 18 kwietnia 2011 12:38

Pod koniec stycznia został pan wiceprezesem klubu, ale z okoliczności wprost wynikało, że ta nominacja jest tylko wstępem do objęcia najwyższej funkcji. Kiedy więc dowiedział się pan, że zostanie prezesem Górnika?

- Propozycja objęcia w przyszłości funkcji prezesa padła w grudniu, po świętach. Długo się nad nią zastanawiałem. Wiedziałem, że jeśli przyjmę tą ofertę - zostania wiceprezesem, a potem może prezesem - to moje życie diametralnie się zmieni. Ja tymczasem byłem spełniony zawodowo, zbudowałem jedną z największych na Śląsku kancelarię radców prawnych. Przeważyło przekonanie, że czasem trzeba, może wbrew chłodnej kalkulacji, poddać się biegowi wydarzeń. Górnik od dziecka mnie pasjonował... Do dziś z rozrzewnieniem wspominam czasy, gdy jako kilkulatek chodziłem na mecze z ojcem, a gdy on nie mógł iść na stadion, to siadałem w oknie - a mieszkaliśmy blisko stadionu, przy ulicy Anieli Krzywoń - i wsłuchiwałem się w odgłosy trybun. Na ich podstawie typowałem wynik, a potem gdy kibice wracali z meczu, wychodziłem na podwórko i rozpytywałem o mecz i cieszyłem się, gdy okazywało się, że miałem co do wyniku rację. To były zresztą czasy, że Górnik prawie wyłącznie wygrywał.

Do gabinetu prezesa jeszcze się pan nie przeprowadził, ale pierwsze decyzje już chyba zostały podjęte? Pana poprzednik w jednym z pierwszych ruchów zwolnił służbowego kierowcę, uznając go za synonim bizantyjskiego przepychu, życia ponad stan...
- Tylko, że ten kierowca wciąż pracuje! Jego zwolnienie okazało się nieskuteczne, bo jest w wieku ochronnym przed emeryturą. I mając ten przykład na uwadze, ja nie mam zamiaru wykonywać pochopnych ruchów. Wprawdzie jestem członkiem zarządu od dwóch miesięcy, ale z wieloma sprawami muszę się dopiero zapoznać, bo wcześniej nie były w moich kompetencjach. Będę się uczył klubu...

... i równocześnie wdrażał plan naprawczy, zaakceptowany przez radę nadzorczą. Łukasz Mazur twierdzi, że to jego autorski projekt i ma żal, że nie pozwolono mu go realizować. Z kolei przewodniczący Michael Mueller kwituje, że plan to dzieło zarządu, a konkretny wkład poszczególnych jego członków nie jest mu znany. Pan jednak wie, kto tak naprawdę go przygotował, a więc...?
- Plan jest w znakomitej części dziełem poprzedniego prezesa, co chyba nie dziwi, gdy weźmiemy pod uwagę, że ja w zarządzie byłem od dwóch miesięcy. Według niego ratowanie klubu będzie możliwe przy zaistnieniu kilku przesłanek - podstawową było dokapitalizowanie klubu z gminy i te szacunki akurat wynikały z mojej wiedzy. Klub ma też zacząć wreszcie zarabiać na sprzedaży zawodników, czego nie robił od czterech lat. Autorskim pomysłem prezesa Mazura jest z pewnością idea przejęcia przez klub w aporcie terenów - i to niekoniecznie w Zabrzu - na których miałby w przyszłości powstać ośrodek treningowy klubu. Posiadając grunty, a więc majątek, klub miałby większą swobodę w zaciąganiu kredytów na swoją działalność. Inna sprawa, czy klub koniecznie musi mieć taki ośrodek, wszak w Zabrzu jest wiele boisk, które Górnik mógł wykorzystywać do celów treningowych. Wracając do planu: założenia są ciekawe, ale czy uda się je wcielić w życie? Czas pokaże.

Może warto w tym miejscu przeciąć spekulacje i powiedzieć, do jakiego stopnia klub jest tak naprawdę zadłużony. Mówi się o kwotach rzędu 30-40 mln złotych.
- To na pewno nie jest 40 mln zł, ani nawet 30 mln zł. Zadłużenie jest jednak kwotą znaczącą.

Odpowiedzialnością za to wzrastające zadłużenie rada nadzorcza obarcza poprzedniego prezesa, tymczasem powszechne odczucia są takie, że to jednak wina wcześniejszych zarządów. Pana zdanie?

- Jestem w różnej roli obecny w Górniku od sześciu lat i w tym czasie miałem okazję obserwować z bliska pracę wielu prezesów. Spośród nich Łukasz Mazur jest osobą, która najwięcej włożyła w ten klub. Nasza współpraca układała się bardzo dobrze. Okazało się, że mamy zbieżne poglądy na wiele spraw. Łukasz Mazur to człowiek bardzo oddany Górnikowi. Problemem okazały się jego złe stosunki z głównymi udziałowcami klubu.

Rozmawiał z nim pan po jego dymisji?
- Wielokrotnie. Wyobrażam sobie, że jego wiedza i pomysły mogły dalej służyć Górnikowi. Dlatego prosiłem, by nie organizował we wtorek tej konferencji (Łukasz Mazur zapowiedział na niej m.in. że pozwie do sądu Michaela Muellera, szefa rady nadzorczej Górnika, bo ten zarzucił mu zadłużenie klubu - przyp. red.), bo takie wypowiedzi mogą spowodować, że dalsza współpraca nie będzie możliwa. Deklaruję, że chcę kontynuować wiele jego pomysłów, może jedynie zamierzam robić to w nieco innym, spokojniejszym stylu.

Na razie pracuje pan samodzielnie, ale rada nadzorcza szuka wiceprezesa. To będzie ktoś, kto zajmie się feralnym marketingiem?
- Nie uczestniczę w tej rekrutacji, choć oczywiście zastrzegłem sobie, że chciałbym mieć wpływ na dobór osoby, z którą mam tworzyć zespół. Nie wiem też do końca, jaki będzie zakres odpowiedzialności wiceprezesa, czy będzie nią też marketing, który od dawna jest piętą achillesową klubu. Niestety, spółka Górnik Zabrze Sport Marketing jest martwym tworem. Próby ożywienia jej działalności poprzez osoby spoza klubu (mowa o nominowanym z konkursu Arkadiuszu Trzeciakiewiczu oraz wskazanym przez firmę headhunterską Macieju Sowickim - przyp. red.) zakończyły się niepowodzeniem. Skłaniam się ku opinii, że powinniśmy oddać tą działalność firmie z zewnątrz, która pozyskiwałaby reklamodawców dla klubu w zamian za prowizję. Jestem umówiony na rozmowę z przedstawicielami niemieckiej agencji, która z powodzeniem wykonuje takie usługi na rzecz jednego z klubów bundesligi. Interesującą propozycję przedstawiła mi też lokalna firma. Pracownicy marketingu przekonują mnie jednak, że mają pomysły, by wreszcie spółka zaczęła przynosić zyski, więc nie wykluczam, że dostaną jeszcze szansę.

Pan - jako osoba zorientowana w życiu gospodarczym Zabrza - ustawiany jest w roli tego, który ma wreszcie ściągnąć do Górnika lokalny biznes. Tylko czy jest w nim potencjał?
- Według mojego rozeznania nie ma obecnie w Zabrzu firmy, która np. mogłaby dzisiaj zostać trzecim udziałowcem Górnika, ale może się mylę? Moim celem jest jednak spowodowanie, by zabrzański biznes był w klubie bardziej obecny: na loży VIP-owskiej, na banerach reklamowych. I nie tylko on. Zgadzam się bowiem z opinią, że Górnik to nie tylko zabrzańska marka, ale i regionalna. Dlatego moim zdaniem na trybunach powinni też zasiadać burmistrzowie, prezydenci ościennych miast. Bo ich mieszkańcy to kibice Górnika i oni już na naszym stadionie są.

Reakcja kibiców na zmiany w klubie jest jednak negatywna. Nie obawia się pan, że piątkowy mecz z Lechią może na trybunach przerodzić się w manifestację przeciw decyzją udziałowców?
- Dla mnie nielogiczne jest stwierdzenie, że kibice są teraz w konflikcie z klubem. Nie rozumiem tego, bo sam jestem kibicem i w żadnym konflikcie nie jestem. Uczestniczyłem już w jednym spotkaniu z fanami, jestem umówiony na kolejne. Oczywiście są emocje, liczę, że wygasną. Rozumiem, że kibice okazują swoją opinię i chcą mieć wpływ na zarządzanie klubem, ale ten etap dopiero przed nami. Moim marzeniem jest, żeby Górnik trafił na Giełdę Papierów Wartościowych - i to nie na NewConnect, jak Ruch Chorzów, ale na jej podstawowy indeks - a wtedy każdy sympatyk będzie mógł nabyć akcje i mieć głos na walnym zgromadzeniu.

Zanim to nastąpi sytuacja własnościowa klubu wróciła do punktu wyjścia: klub znów znalazł się na garnuszku gminy. A pana nominacja jest symbolem ten zmiany.
- Nie chcę się wypowiadać w imieniu Allianzu, ale to chyba wyglądało tak, że oni od początku chcieli być tylko sponsorem. Górnik był jednak w takiej sytuacji, że potrzebował gotówki i Allianz zwiększając swoje zaangażowanie, równocześnie - chcąc nie chcąc, obejmował kolejne pakiety akcji, aż stał się właścicielem. I wbrew temu co się powszechnie myśli, to nie były do końca dla Górnika korzystne. Do tej pory w rozmowach z nowymi sponsorami padały pytania: po co wam współpraca z nami, skoro macie Allianz? Nie brano pod uwagę, że Allianz przeznacza tyle i tyle, a potrzeby są większe. Teraz sytuacja jest klarowniejsza: Allianz pozostaje sponsorem strategicznym, który w zamian za reklamę na koszulkach i banerach płaci Górnikowi 5 mln złotych rocznie, a resztę musimy zdobyć w inny sposób.

Rozmawiał pan już o nowej sytuacji w klubie z drużyną?
- Takie zebranie jest w planach. Piłkarze mnie znają, więc nie było potrzeby, by na szybko się spotykać. Nie przewiduję póki co żadnej rewolucji, więc w tym zakresie nie miałem im nic do przekazania. Uważam, że sfera sportowa działa bardzo dobrze i jakimiś ruchami można by ją być może tylko zepsuć.

Wywiad ukazał się w wydaniu Głosu Zabrza i Rudy Śląskiej nr 15 z dnia 14.04.2011

 
Zobacz także

» Wystawa czynna dłużej, przybywa gość

SPOTKANIE. Kolekcjoner to wystawa, która przybliża najważniejsze sukcesy Górnika Zabrze poprzez zbiory zgromadzone przez Grzegorza Pawłowskiego – są to m.in. historyczne bilety, programy meczowe, szaliki, koszulki oraz wiele innych...

» Petarda w kościele, ksiądz w stanie krytycznym, piłka w teatrze. Nowy Głos już do czytania!!!

TYGODNIK LOKALNY. Wszedł za ołtarz kościoła i rzucił na posadzkę... To był - niestety w negatywnym znaczeniu - wystrzałowy odpust na Zaborzu. Wierni uciekali z mszy myśląc, że doszło do terrorystycznego zamachu. Jak się sprawa...

» W domach będzie zimno? Pomnik stoi, ale chodnik od lat jest uszkodzony. Tabletki z jodem trafiły do Zabrza. Nowy Głos już do kupienia i czytania!

TYGODNIK LOKALNY. Zapobiegawczo aż 226 tysięcy dawek jodu trafiło do Zabrza na wypadek zagrożenia promieniowaniem radioaktywnym. Pigułki zostały zdeponowane w Państwowej Straży Pożarnej. Gdyby doszło do alarmu jod zostanie rozdysponowany...

» Urzędnicy jak w komedii Barei, był wypadek -nie ma winnych, pobojowisko po koncercie. Nowy Głos już do kupienia i czytania!

TYGODNIK LOKALNY. Przeszkadza hałasująca studzienka? Wykup od miasta grunt i sam ją napraw - oto co radzą urzędnicy Czytelnikowi Głosu, który zgłosił awarię przykrywy kanalizacyjnej. Po naszej interwencji do sprawy odniosła się...

» Jutro Martyniuk i... Gaul

IMPREZA. Już jutro w niedzielę o godz. 17 rozpocznie się cykl letnich koncertów Zabrze Summer Festival. Imprezę zaplanowano  na parkingu Platana. Gwiazdą pierwszego wieczoru będzie Zenon Martyniuk, który wylansował takie przeboje jak...
 

FACEBOOK

Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA