Okrutny los sprawił, że wraz z mężem staliśmy się dyrygentami w tragicznych okolicznościach Email
Wpisany przez Głos Zabrza napisz do autora    sobota, 14 czerwca 2014 07:51

WYWIAD. Rozmowa z Panią Arleną Różycką – Gałązką - drugim dyrygentem chóru „Resonans con tutti” obnaży przed nami świat ogromnej miłośniczki muzyki oraz osoby, która bezsprzecznie zakochana jest w swojej pracy. Przybliży nam również zawód dyrygenta, a także funkcjonowanie jednego z najpopularniejszych polskich zespołów chóralnych.

Co zadecydowało o tym, że związała pani swoje życie z muzyką?

- Właściwie początkowo zadecydowali o tym moi rodzice. Posłali mnie do szkoły muzycznej, kiedy byłam w 4 klasie szkoły podstawowej. Nie wiem nawet czy chciałam, może trochę… W szkole muzycznej wybrałam klasę wiolonczeli. Połączenie obowiązków z dwóch szkół było dla mnie wyzwaniem, dlatego niejednokrotnie miewałam kryzysy zwątpienia. Dziś jestem wdzięczna rodzicom za to, że przekonali mnie abym nie przerwała edukacji muzycznej po szkole podstawowej. Szkoła średnia to już całkiem inna historia. Poczułam ten smaczek artystycznych klimatów. Spotkałam wyjątkowych ludzi , prawdziwych pasjonatów z którymi przyjaźnię się po dzień dzisiejszy. A śpiew towarzyszył mi od zawsze. To była, poza miłością do gór, wiolonczeli, rysunku czy harcerstwa jedna z moich największych pasji. W dzieciństwie nauczyłam się grać na gitarze tak by móc akompaniować wszystkim, którzy kochali piosenkę turystyczną, harcerską czy poezję śpiewaną. Będąc zapaloną turystką byłam także główną prowodyrką śpiewania. Ileż ja festiwali zjeździłam, oczywiście nie tylko jako słuchacz. Zawsze chętnie brałam udział w występach konkursowych… to były radosne początki tego czym dziś zajmuję się zawodowo.

Jak wyglądały pani początki współpracy z chórem?

- Dwadzieścia pięć lat temu kolega ze szkoły muzycznej- dzisiaj mój małżonek, wciągnął mnie do Resonansu. Śpiewał wtedy w chórze już od kilku lat. Atmosfera zespołu urzekła mnie od początku, zafascynował ówczesny dyrygent - profesor Norbert Kroczek. Był genialnym artystą , dydaktykiem i pedagogiem. Wychodził znacznie poza ramy repertuaru, który miałam możliwość wykonywać dotychczas w szkole muzycznej. Ambitny i rozległy program, udział w ciekawych koncertach i atrakcyjnych wyjazdach zagranicznych, liczne nagrody zdobywane na konkursach ogólnopolskich i międzynarodowych bardzo mi imponowały i przyciągały do zespołu. Spotkałam też prawdziwych pasjonatów, ludzi którzy wkładając wielkie emocje i zaangażowanie tworzyli coś naprawdę wyjątkowego.

Skąd decyzja o wybraniu dyrygentury na przyszły zawód?

- Pan profesor wiedział, że uczę się w szkole muzycznej II stopnia i że jestem wiolonczelistką. Poprosił mnie, abym została instruktorką chóru. Miałam prowadzić próby sekcyjne. To był dla mnie prawdziwy zaszczyt. Wielki talent, osobowość i wiedza profesora Kroczka tak mnie zachwycały, że moje wcześniejsze plany o pójściu na medycynę przestały istnieć i postanowiłam, idąc w ślady profesora wybrać chóralistykę na Akademii Muzycznej w Katowicach.

Jak została pani drugim dyrygentem Resonansu?

-Okrutny los sprawił, że wraz z mężem staliśmy się dyrygentami w tragicznych okolicznościach. Podczas koncertu inaugurującego konkurs w Irlandii profesor Kroczek po zejściu ze sceny zasłabł, a następnego dnia- zmarł. Mój małżonek zdecydował się poprowadzić chór w dalszej części konkursu, tak jak to było wolą pana profesora. Po tych dramatycznych chwilach pani Maria Kroczek poprosiła nas o dalszą pomoc i prowadzenie chóru. Był to dla nas szok, właśnie przygotowywaliśmy się do ślubu! Kończyliśmy zaledwie drugi rok studiów na akademii muzycznej. Wszystko w naszym życiu właśnie miało się zmienić więc było to dla nas, młodych ludzi niesamowicie ciężkie doświadczenie. Mieliśmy jednak ambicję, aby udowodnić sobie i innym, że damy radę. Początek był trudny, również ze względu na to, że zgłosiliśmy się do w wielu konkursów. Miał to być dla nas sprawdzian. Nie chcieliśmy się poddać. Przepowiadano, że za parę miesięcy, a w najlepszym przypadku lat Resonans upadnie. Mija 20 lat od śmierci pana profesora Kroczka i Bogu dzięki nadal istniejemy. Myślę, że Profesor patrzy na nas z góry, wspiera nas i jest zadowolony….

Jak na taki obrót sprawy reagowali koledzy z chóru?

- Różnie, oczywiście. Nagle okazało się, że musimy kierować ludźmi, którzy niejednokrotnie byli starsi od nas. Pewna grupa chórzystów odeszła z zespołu w momencie śmierci profesora. Inni dali nam dług zaufania i postanowili sprawdzić, czy nam się uda. Mieliśmy dużo życzliwych ludzi wokół siebie. Pojawiało się sporo problemów, konfliktów, bo zawsze byliśmy sobie równi w zespole, a jako pełniący funkcję instruktorów i dyrygentów często zmuszeni byliśmy do podejmowania ważnych decyzji czy powiedzenia „słuchaj, to jest źle, musisz to poprawić”. Jedni znosili to ze zrozumieniem, inni nie. Wiadomo, że były trudne chwile, jednak większość rozumiała sytuację w której się znaleźliśmy i pomagała. Myślę, że jest coś takiego jak ‘duch Resonansu’, coś co nas zespala, jakaś wyższa idea która pozwala przetrwać trudne chwile- ja w to głęboko wierzę. Może to opieka pana profesora …. Resonans trwa przez pokolenia, obecnie uczymy już dzieci naszych dawnych kolegów , za moment nasze własne dzieci pewnie też będą śpiewać.

Co, poza studiami, potrzebne jest, aby stać się dyrygentem? Czy istnieją jakieś cechy charakteru, które są w tym zawodzie przydatne?

-Odwaga, zdecydowanie, pewność siebie, głęboka wrażliwość, zdolność panowania nad emocjami swoimi oraz zespołu, umiejętność dogłębnej analizy utworu, sytuacji, aktualnych możliwości wykonawczych, okoliczności koncertu, organizacji czasu pracy itd. Trzeba nieustannie rozwijać się, słuchać dużo muzyki, obserwować innych dyrygentów, analizować co sprawia, że jedne zespoły stają się doskonałe, a inne zaledwie poprawne czy wręcz kiepskie . Jeden dyrygent będzie potrafił wyciągnąć „smaczki” z utworu - inny nie. Zwykle słabi dyrygenci mają słabe zespoły a dobrzy –dobre. Trzeba z tego wyciągać naukę. Najlepiej mieć w sobie to coś.

Czy poza dyrygenturą w Resonansie zajmuje się pani czymś jeszcze?

- Jestem drugim dyrygentem, prowadzę próby sekcyjne i całościowe, koncerty i konkursy, ale skupiam się przede wszystkim na emisji głosu, szybkim i zdrowym przygotowaniu chórzystów do wykonywania trudnego repertuaru , to jest moje najważniejsze zadanie w zespole. W zasadzie kiedy prowadzimy przesłuchania kwalifikacyjne do zespołu najbardziej istotny, dla nas prowadzących, jest dobry słuch kandydata. O głos się zbytnio nie martwimy, bo wypracowaliśmy takie metody pracy, że możemy go szybko i skutecznie wyszkolić i ulepszyć. Nie każdy będzie śpiewał doskonale, ale na pewno będzie śpiewał znacznie lepiej i zdrowiej. W ciągu pierwszego i drugiego roku edukacji wokalnej każdy z chórzystów rozwija intensywnie technikę śpiewu i umiejętności repertuarowe, wspólnie pracujemy nad rozwiązywaniem problemów technicznych. Każdemu indywidualnie pomagamy, dobieramy ćwiczenia głosowe. Jeśli ktoś jest wytrwały i ambitny, regularnie uczestniczy w próbach i zajęciach indywidualnych , bardzo szybko może wejść do głównego składu koncertowego i wyjazdowego.

Jak wyglądają wyjazdy na konkursy?

- Aby dostać się do składów konkursowych liczą się głównie doświadczenie, zaangażowanie, dobry słuch, wyszkolony głos oraz frekwencja na próbach. Ważne jest by zespół i dyrygent rozumieli się prawie bez słów. Chór wybitny musi działać jak jeden organizm. Jedno skinienie, wspólny oddech i wszystko idealnie się zgadza. Przy małej frekwencji, niestety, utwory opracowuje się pobieżnie. Dyrygent nie ma szansy na zrealizowanie swojego planu. Tak więc na konkursy wyjeżdżają najbardziej pracowici, najlepsi i doświadczeni chórzyści. Próby odbywają się 2 razy w tygodniu, zarówno w chórze kandydackim jak i w koncertowym, każdy koncert wiąże się z dodatkową próbą, a mamy ich około 50 rocznie. Ważne są obozy szkoleniowe, na których pracujemy intensywnie po 6-7 godzin dziennie, również indywidualnie. Odczytujemy na nich nowy program na najbliższe półrocze. Jeśli ktoś nie jedzie na obóz, skazuje się na sporą lukę repertuarową. Wyjazdy zagraniczne nie pozwalają zabrać nam ze sobą grupy większej niż 50 osób, ze względu na ilość miejsc w autokarze. W najbliższe wakacje wybieramy do Szwajcarii.

Czy praca z młodymi ludźmi jest dla pani ciężka?

- Bardzo dobrze mi się z młodzieżą pracuje. Sądzę, że dobrze się z nimi dogaduję. Mam nadzieję , że oni mają podobne odczucia. Lubię z nimi pracować.

Pożegnania w chórze są trudne?

- O tak, zawsze jest nam w pewnym sensie ciężko. Szczególnie jeśli się z kimś szczególnie dużo pracowało, jeśli ktoś świetnie się zapowiadał, zrobił duże postępy lub obiecująco przeszedł metamorfozę umiejętności . Kiedy mamy nadzieję, że ktoś będzie rasowym chórzystą, a odchodzi z chóru wpół drogi, czujemy się rozczarowani. Również strasznie szkoda żegnać starych i doświadczonych chórzystów. Oni budują jakość Resonansu, więc ich strata jest zawsze bardzo bolesna. Niestety nie wszyscy są w stanie pogodzić obowiązki zawodowe z intensywnością pracy w naszym zespole. Chcielibyśmy jednak by pozostawali z nami jak najdłużej. I do tego ich zachęcamy. Dopiero w wieku około 30 lat osiąga się apogeum umiejętności wokalnych. Szkoda tego nie wykorzystać. Na szczęście zawsze mamy w zespole młodych, których intensywnie szkolimy. Bardzo dbamy o młody narybek. Nie możemy powiedzieć sobie, że w danym momencie mamy świetny skład i zaprzestać rekrutacji. Błogostan zawsze może się skończyć. Dziury w głosach trzeba łatać, nieustannie szkolić młodzież. Nękają nas czasem mini kryzysy w poszczególnych głosach i aż się prosi by szybko dokooptować młodych, ale oni tak niewiele jeszcze potrafią. Mamy kilkadziesiąt utworów, które muszą ogarnąć. Ale pasjonaci szybko wskakują do składu koncertowego. Oczywiście chcielibyśmy, żeby jak najwięcej osób przychodziło do chóru. Optymistycznie patrzę w przyszłość, aczkolwiek zawsze z takim leciutkim strachem, jak długo uda nam się to wszystko utrzymać…


Rozmawiała: Małgorzata Paliwoda

 
Zobacz także

» Przywróćmy Zabrze mieszkańcom. Rozmowa z radnym MIROSŁAWEM DYNAKIEM, jednym z zabrzańskich liderów ugrupowania marszałka Kornela Morawieckiego – „Wolni i Solidarni”

OGŁOSZENIE. - Dla wielu obserwatorów życia publicznego Zabrza wielkim zaskoczeniem, ale i rozczarowaniem był fakt, iż tutejsze struktury Kukiz’15 dosłownie w ostatniej chwili nie wystawiły pana jako swego kandydata do wyborów...

» Bułgarskie sukcesy chóru Resonans con tutti

 MUZYKA. Zabrzański chór młodzieżowy Resonans con tutti imienia Norberta Grzegorza Kroczka znakomicie zaprezentował się podczas międzynarodowych spotkań artystycznych i festiwalu chóralnego "Razem w XXI wieku", które od 15 lipca odbywają...

» Chóralne kolędowanie pod ziemią

KONCERT. Dziś o godz. 18, na poziomie 320 w Kopalni Guido, wystąpi Zabrzański Chór Młodzieżowy Resonans con tutti. Zjazdy zaplanowano już od godz. 17. Bilety kosztują 10 złotych. W programie wieczoru kolędy oraz inna muzyka...

» Resonans con tutti znów obsypany złotem

MUZYKA. Po niedawnym zdobyciu złota w międzynarodowym konkursie w Rybniku, zabrzański chór Resonans con tutti otrzymał Grand Prix II MiędzynarodowegoKonkursu Chóralnego im. Józefa Świdra, który odbył się w Cieszynie. Ponadto...

» Śpiewaj w Resonansie!

MUZYKA. Chcesz znaleźć odskocznię od codziennych zajęć, a jednocześnie się rozwijać? Jeśli masz już 15 lat, nie wahaj się przyjść na przesłuchania do Zabrzańskiego Młodzieżowego Chóru Resonans con tutti im. N.G. Kroczka. Możesz...
Reklama
REKLAMA
 

Idź, zobacz, posłuchaj

Futro i pończochy

gdzie: Galeria Cafe Silesia, ul.  3 Maja 6, tel. 32 777-05-01

kiedy: do końca 2019 roku


 
Wirtualne zwiedzanie

Zobacz historię Głosu

Więcej …
 

FACEBOOK

Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA