„Kolega mi powiedział: a weź zrób to długopisem. Patrzyłem na niego jak na głupka...” - obszerna rozmowa z zabrzańskim artystą, Lesławem Kozickim Email
Wpisany przez Głos Zabrza napisz do autora    sobota, 24 maja 2014 14:45

LESŁAW KOZICKIROZMOWY. Lesław Kozicki, rysownik czy malarz? Jak sam o sobie mówi, jest samoukiem. Wykorzystując rzadką technikę sprawia, że jego rysunki wymykają się wszelkim definicjom i na długo zapadają w pamięć. Nie naśladuje innych. Nie zważa na krytykę. Stworzył swój własny świat, w którym główną rolę grają twarze. Wszystko jednak zaczęło się przez przypadek.

Jak opisałby pan swoje prace?

Prace są ciekawe, ale oprócz tego wymagają bardzo dużej obróbki. To nie jest tak, że się narysuje, pokoloruje i wszystko.

Dlaczego akurat twarze? Ma to jakiś związek z pana wypadkiem?

To jest długa historia. W dzieciństwie faktycznie miałem bardzo poważny wypadek. Groziła mi ślepota...nie lubię o tym mówić, ale skoro juz zapytałaś... Żyłem w szpitalu 6 lat. Kolega uderzył mnie łyżką w oko i miałem takigo pecha, że trafiła w nieodpowiednie miejsce. Później jak mój starszy brat chciał ją wyciągnąć, to praktycznie wyrwał mi całe oko. To jest właśnie chyba przyczyną tego, że maluje własciwie tylko twarze...

...czy to właśnie oczy są najważniejsze w pańskich pracach?

Tak, tak! Właśnie z tego się ta moja twórczość stworzyła. Przez przypadek.

Pana prace wyróżnia także nietypowe narzędzie, skąd taki wybór?

Kolega mi powiedział, a weź zrób to długopisem. Patrzyłem na niego jak na głupka, ale mówię dobra zrobię to długopisem. Ale teraz, jak to zrobić tym długopisem. Bo powiedzieć to jest łatwo, ale trzeba to w jakis sposób umieć zrobić. I zacząłem się zastanawiać. Najpierw trzeba było to nakreślić ołówkiem, a potem poprawić, tak powiedzmy od koniuszka do kłębka. Bo wcześniej tak to sobie rysowałem kredkami, mam do dzisiaj pare takich rysunków Później zacząłem to szkicować, ale trzeba było to utrwalić, wtedy pojawił się długopis. Prawdą jest, że mogłem wybrać jakąś inną rzecz, ale dlatego stanęło na długopisie, bo wtedy nie było mnie po prostu stać na farby, które były stosunkowo drogie.

Nie chcial pan jednak spróbować w końcu swoich sił w malarstwie?

Ciągnie mnie do tego żeby coś namalować, ale nie, jakoś do dzisiejszego dnia nie umiem się przełamać do pędzla. Nie wiem, może sie jeszcze kiedys przekonam, ale na chwilę obecną tylko długopis. Tak się nauczyłem.

Czy długopis jest trudnym do opanowania narzędziem?

Faktem jest, że trzeba mieć do tego straszną cierpliwość i bardzo delikatną rękę. Długopis jest bardzo ciężką rzeczą do opanowania, ja poświęciłem na to 30 lat, na razie. Trzeba wiedzieć jak układać długopis w ręce żeby te rzeczy wychodzily tak jak ja chcę. Jedno pociągnięcie daje jakiś kolor, ale z każdym następnym ten kolor się zmienia. Potem zaczyna się takie cieniowanie tego całego obrazu. To wykończenie jest własnie najgorsze. Ja taki obraz potrafię malowac po kilka razy.

Ile czasu zajmuje panu przygotowanie jednego obrazu?

To zależy od formatu, różnie, 14 dni, a czasem nawet są rzeczy które pół roku się maluje. Samo rysowanie na dużym formacie zabiera mi miesiąć, później trzeba czy to kolorowac czy cieniować. Wymaga to niezwykłej cierpliwości.

Bardzo dobrze zna się Pan z prof. Nowotarskim. Jego osoba odgrywa jakąś rolę w pańskiej twórczości?

Tadeusz Nowotarski i inni to takie osoby, które tak jakby dawały i do dzisiejszego dnia dają mi kopa. Są to ludzie po studiach, ale i tak są zafascynowani pracami samouka i uważają, że to jest bardzo dobre.

Mimo to, te prace nie są jeszcze bardzo dobrze znane szerokiemu gronu odbiorców...

Mam taki niedosyt, mimo że było tych kilka wernisaży. Były to wystawy dosyc pokaźne, po około 150 prac. Powiem otwarcie, zainteresowanie było...tylko zainteresowanie. Efekt, efekt był taki, że każdy podziękował albo chciał dostać pracę za darmo. Taka jest prawda, ludzie przychodzą, klepią po ramieniu, uważają, że powinienem dać komuś pracę, bo jemu sie należy. Ja uważam że należy się temu komu ja coś zawdzięczam i kogo przede wszystkim szanuję, dlatego najwięcej moich obrazow ma Tadeusz Nowotarski. On swoją wiedzą malarską ukierunkowuje mnie i pomaga sprawić by prace nie były na przykład monotonne. Wiele mu zawdzięczam.

Czy teraz przygotowuje pan jakis obraz?

Teraz jest taka chwilowa przerwa. Pracuję tylko jednym okiem i jego przemęczanie powoduje piekielny ból...

Operowanie tylko jednym okiem na pewno utrudnia panu pracę.

Nie mogę sobie na wiele pozwolić. Czytać książek za dużo też na przykład nie mogę.
Kiedyś grałem u pana Muzykanta, on wiadomo chciał żebym nauczył się grać z nut, a tu kurcze przychodzę, chce grać z nut, a oko zaczyna boleć. Nie, że ja nie chcę, tylko dla mojego oka jest to tak meczące, że nie da się tego przezwyciężyć. Dlatego też gram bardziej na słuch. Perkusję układam w ten sposób, że nie muszę na nią patrzeć bez przerwy. Wiem gdzie co jest i gram mchinalnie, na pamięć. Niektórzy sie dziwią jak moge grać tylko jednym okiem.Wszystko jednak polega na zapamietaniu ułożenia.

Więc gra na perkusji jest pana drugą pasją?

Tak, to taka inna moja pasja. To jest taka piękna pasja, muzyka jak gdyby mówi i też przedstawia swoje walory dopiero po okazaniu cierpliwości, delikatności. Zawsze sobie mówiłem, że jeżeli mam się wziąć za coś czego nie umiem zagrać, muszę po prostu kuć, tak jak w nauce. Nie mogłem przez nuty, to trzeba było poświęcić wiele czasu na słuchanie i później przekładać to na uderzenia. Takie muzykowanie to też jest fajna sprawa, dużo ludzi się spotyka. W muzyce jest się ocenianym przez oklaski, gwizdy, śpiewy, krzyki, natomiast zupełnie inaczej jest przy moich pracach.

Ale w obu przypadkach trzeba być przygotowanym na krytykę.

Sztuka jest pokorą. Jednym się to podoba, a niektorzy podchodzą do tego bardzo sceptycznie. Wszystkim nie może się podobać, bo w tym momencie świat stałby sie monotonny. Powiem otwarcie, teraz krytyka nie robi na mnie takiego wrażenia jak kiedyś. Obecnie, najważniejsze jest dla mnie to co powie Roman Nowotarski, Tadeusz Nowotarski i kilku innych malarzy.

Jakieś sprecyzowanie plany na przyszłość?

Po prostu trzeba iść do przodu, dalej sie męczyć (śmiech) i tworzyć. Myślę, że dalej będą to tematycznie oczy, plus filozofia ułożenia tych oczu, zmarszczki. Chciałbym żeby to było jeszcze bardziej spójne, to już jest spójne, ale jeszcze nie tak jakbym sobie tego życzył. Trzeba udoskonalać i jeszcze się w to bardziej zaangażować. Teraz powstają trudności natury takiej, że nie jestem coraz młodszy, tylko coraz starszy. Mam w tej chwili taki problem, że zaczyna mi ręka drętwieć.

To musi powodować znaczne ograniczenia przy pracy wymagającej tak wielkiej precyzji.

Najgorsze jest to, że jak trzymam ten długopis i zaczyna mi ręka drętwieć to musze na ten długopis patrzeć, przy pałkch tak samo. Jednak przy długopisie ta ręka jest cięższa, to już nie jest pałka. Ręka musi być delikatna. Jak z ręką zaczyna sie dziać coś nie tak, zaczyna boleć, drętwieje to to denerwuje. W każdym razie ja się tym nie przejmuję, jak wlazło to i wylezie (śmiech). Jak ktoś chce dojść do jakiegoś celu, to niestety, nawet choroby trzeba przeskoczyć. Choroba jest, później jej nie ma. Ja już tyle w swoim życiu przeszedłem, byłem jedną nogą nawet na tamtym świecie. Także już się przestałem martwić. Widzisz, dalej palę (śmiech) i chce mi sie palić i sobie zapalę. Zawsze powtarzam, jak się człowiek czuje duchowo młodo to praktycznie jest nieśmiertelny.

ROZMAWIAŁA JULIA KASZUBA, ABSOLWENTKA I LO

 
Zobacz także

» Przywróćmy Zabrze mieszkańcom. Rozmowa z radnym MIROSŁAWEM DYNAKIEM, jednym z zabrzańskich liderów ugrupowania marszałka Kornela Morawieckiego – „Wolni i Solidarni”

OGŁOSZENIE. - Dla wielu obserwatorów życia publicznego Zabrza wielkim zaskoczeniem, ale i rozczarowaniem był fakt, iż tutejsze struktury Kukiz’15 dosłownie w ostatniej chwili nie wystawiły pana jako swego kandydata do wyborów...

» Szpitalne specjały – rozmowa z Joanną Jurkiewicz, dietetyk w zabrzańskim szpitalu

TRZY NA CZY. JOANNA JURKIEWICZ (31 lat) – dietetyk w Szpitalu Miejskim przy ul. Zamkowej w Zabrzu. Urodzona w Zabrzu, absolwentka III Liceum Ogólnokształcącego i Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach. Uwielbia turystykę górską i...

» Kolorowa czerń – rozmowa z Romanem Starakiem

TRZY NA CZY. ROMAN STARAK (86 lat) – pochodzi z Tarnopola, ale całe powojenne życie związał z Zabrzem i kilkoma śląskimi uczelniami, na których wykładał sztuki plastyczne. Uprawia przede wszystkim grafikę, ale także rysunek i malarstwo....

» Na tubie każdy umie? - rozmowa z Jakubem Urbańczykiem, znakomitym tubistą

TRZY NA CZY. JAKUB URBAŃCZYK (34 lata) - pochodzi z Bytomia, ukończył Akademię Muzyczną w Katowicach oraz liczne zagraniczne kursy, był stypendystą Ministra Kultury i Sztuki. Od roku 2002 roku jest tubistą Narodowej Orkiestry Symfonicznej...

» Blog jak życie - rozmowa z Justyną Mazur, laureatką konkursu Blog Roku

TRZY NA CZY. JUSTYNA MAZUR (29 lat) – autorka bloga Krótki poradnik jak ogarnąć życie (www.krotkiporadnik.pl), który w tegorocznym konkursie Blog Roku wygrał kategorię Życie i społeczeństwo. Od urodzenia związana z Zabrzem, teraz...
Reklama
REKLAMA
 

Idź, zobacz, posłuchaj

Futro i pończochy

gdzie: Galeria Cafe Silesia, ul.  3 Maja 6, tel. 32 777-05-01

kiedy: do końca 2019 roku


 
Wirtualne zwiedzanie

Zobacz historię Głosu

Więcej …
 

FACEBOOK

Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA