Od około połowy kwietnia będzie obowiązywał w Zabrzu zakaz sprzedaży alkoholu w godz. 23-6. Ograniczenie nie dotyczy spożywania trunków w restauracjach czy barach, a tym bardziej nie ingeruje w nasze mieszkania Email
Wpisany przez Głos Zabrza napisz do autora    wtorek, 07 kwietnia 2026 12:12

ZDROWIE I BEZPIECZEŃSTWO. Podczas ostatniej sesji Rady Miasta zdecydowano o wprowadzeniu zakazu sprzedaży w Zabrzu alkoholu w godz. 23-6. Wcześniej to rozwiązanie przeszło przez konsultacje społeczne i ankietę umieszczoną na stronie internetowej urzędu miejskiego, w której opinie mieszkańców rozłożyły się mniej więcej po połowie. Podobnie zdanie radnych nie były spójne i starli się oni na argumenty, ale ostatecznie uchwała uzyskała w głosowaniu większość 16 głosów (dodatkowo 6 przeciw, 2 wstrzymujące). Uchwała została przyjęta na podstawie zapisów ustawa o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, które umożliwiają samorządom wprowadzanie takich ograniczeń. Jak poinformowano w trakcie sesji, w praktyce zakaz obejmie dziewięć sklepów nocnych i szesnaście stacji paliw. Według ustaleń naszej redakcji, nowe ograniczenie zacznie obowiązywać w połowie kwietnia, choć dokładna data nie jest jeszcze znana. 

- Cieszę się, że zwyciężyły argumenty merytoryczne związane z walką z uzależnieniami, zagrożeniem porządku i zakłóceniami ciszy powodowanymi przez osoby nietrzeźwe w okolicach sklepów nocnych. Na razie czekamy na publikację uchwały w dzienniku urzędowym województwa śląskiego, po czym musi minąć kolejnych 14 dni. Szacujemy, że w praktyce zakaz ten zacznie obowiązywać gdzieś od połowy kwietnia. Przy czym pragnę podkreślić, że dotyczy on wyłącznie sprzedaży detalicznej w sklepach i na stacjach benzynowych. Nie obejmuje spożywania trunków na miejscu w restauracjach i barach czynnych w godzinach nocnych. A już na pewno nie dotyczy zakazu picia we własnym mieszkaniu – zastrzega w rozmowie z GŁOSem Czesława Winecka, naczelnik wydziału zdrowia Urzędu Miejskiego i jedna z orędowniczek tego rozwiązania.

Głosy w debacie samorządowej była wyraźnie podzielone i adekwatne do rozbieżnych opinii mieszkańców. Radni opowiadający się za przyjęciem uchwały przywoływali konkretne sytuacje z własnego życia, kiedy to byli świadkami zakłócania ciszy nocnej przez osoby „po spożyciu” kręcące się wokół sklepów całonocnych. Wskazywali na przypadki agresji i czasem wręcz niebezpiecznych zachowań pijanych. Podkreślali, że problem nasila się właśnie w godzinach nocnych, gdy hałas niesie się po osiedlu, a niektórzy mieszkańcy w środku lata mają w związku z tym problem ze snem przy otwartym oknie. Wyrażali także przekonanie, że tym samym powinna zmaleć liczba osób transportowanych do izby wytrzeźwień i szpitali, a tym samym służby będą mogły w większym stopniu skupić uwagę na zapewnieniu opieki chorym.

W trakcie sesji głos zabrała także jedna z pracownic sklepu nocnego, która zwróciła uwagę na możliwe skutki dla lokalnego rynku pracy.

Nie wiem, na jakich statystykach opieracie państwo wprowadzenie uchwały o nocnej prohibicji, ale chciałam tylko zauważyć, że może to skutkować redukcją etatów, obniżeniem zysków małych przedsiębiorców. I podejrzewam również, że otwarciem tzw. szarej strefy. Bo ludzie już mówią, że będą kupować alkohol w większych ilościach i nocą nim handlować – podkreślała ekspedientka.

W obronie handlowców stanęli też radni Prawa i Sprawiedliwości: - Nie widzę powodu, żeby karać przedsiębiorców za to, że potencjalnie pod jego sklepem może się coś wydarzyć. Od tego, żeby zapewnić bezpieczeństwo mieszkańcom i właściwy sposób prowadzenia działalności gospodarczej mamy policję i straż miejską – argumentował radny Adam Ilewski. W kontekście zaś pobierania przez gminę opłaty koncesyjnej za sprzedaż alkoholu ocenił, iż jest to polityka hołdująca pragnieniu, by „zjeść ciastko i mieć ciastko”. - To znaczy opłaty koncesyjne bardzo chętnie pobieramy, natomiast z drugiej strony ograniczamy przedsiębiorcom możliwość prowadzenia działalności gospodarczej. Jeżeli chcecie wyrzucać te wszystkie panie na bruk, to głosujcie za ograniczeniem. Pamiętajmy tylko, że natura nie lubi próżni. Na rynku działa prawo popytu i podaży, więc mogą reaktywować się momentalnie meliny – ostrzegł.

Zwolennicy ograniczenia podkreślali jednak, że kluczowe jest bezpieczeństwo mieszkańców. Zwracali uwagę na uciążliwości w rejonach sklepów nocnych oraz na poprawę sytuacji w miastach, które już wprowadziły podobne regulacje.

- Rada Miasta w Zabrzu nie zabrania nikomu picia alkoholu, nie wejdzie też do żadnego mieszkania – podkreślał radny Artur Libor. Wskazywał też, że w większości ościennych miast takie zakazy obowiązują: począwszy od Katowic, przez Chorzów, Świętochłowice i Rudę Śląskiej.

Podsumowując niejako całą dyskusję wiceprzewodnicząca RM Urszula Potyka przypomniała, że podobne oburzenie towarzyszyło swego czasu wprowadzaniu zakazu palenia papierosów w środkach komunikacji publicznej czy na przystankach. - I co, stało się coś złego z powodu tych ograniczeń? Wcześniej kto nie palił, był zmuszany do wchłaniania dymu tytoniowego czy na przystankach czy jedząc posiłek w restauracji. A ileż to było wtedy oburzenia i jakoś wszyscy zmiany zaakceptowali – zauważyła radna.

 

grafika autorstwa UM Koło

 
 

FACEBOOK

SZYBKA POŻYCZKA

Z KOMORNIKIEM
32/260-00-33,

516-516-611,
Pośrednik CDF S.C.

firmy MATPOL

FINANSE Sp. z o.o 


 

Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA