|
KONTROWERSJE. Na celowniku dziwnych i niezrozumiałych prowokacji związanych z niektórymi gminnymi spółkami w Zabrzu znalazła się ponownie redakcja Głosu Zabrza i Rudy Śląskiej. Najpierw – jak już informowaliśmy – pewna agencja marketingowa przesłała nam do wykorzystania profesjonalny na pozór komunikat prasowy o Szpitalu Miejskim, który nigdy nie został choćby nawet skonsultowany z zarządem placówki. Z kolei w ubiegłym miesiącu zupełnie nieoczekiwanie władze klubu Górnik Zabrze – wbrew zapisom Prawa Prasowego i obowiązującej od dekad praktyce zawodowej – zakwestionowały nasze prawo do stałej (nieograniczonej doraźnymi decyzjami) obsługi prasowej meczów rundy wiosennej zespołu na zabrzańskim stadionie (też należącym zresztą do gminy). Zbiegło się to z ujawnieniem informacji, że klub w przeszłości lekką ręką rozdawał prasowe akredytacje osobom nieuprawnionym, bo kibicom-przestępcom. Gdy sprawa zrobiła się głośna i została podjęta przez zabrzański Reset, interwencję w niej podjęli m.in. prezydent miasta Kamil Żbikowski oraz szef rady nadzorczej klubu - Adam Koczyk, a w późniejszym terminie poruszył ją także na sesji Rady Miasta jej wiceprzewodniczący Grzegorz Lubowiecki, który uznał strategię klubu w tej sprawie za skandaliczną.
Efekt tych działań z początku był taki, że klub zgodził się naszemu redaktorowi sportowemu przydzielać każdorazowo jednorazowe wejściówki prasowe na każde spotkanie. Ostatecznie pod wpływem kolejnych wydarzeń i ostrej momentami wymiany argumentów z rzecznikiem klubu Mateuszem Antczakiem przed meczem z Lechem Poznań, stała akredytacja dla naszej redakcji została 10 lutego przywrócona.
Rzadko opisujemy nasze zawodowe „boje”, bo uznajemy je za nieodzowną część naszej profesji. Różni włodarze miasta różne miewali do nas nastawienie, a niedawna prezydent Agnieszka Rupniewska od początku swej prezydentury nie zapraszała nas na jakiekolwiek spotkania prasowe (wstępu do ratusza jednak nikt nigdy nam nie zabronił). Jednakże z ograniczanie nam możliwości stałej obsługi prasowej Górnika, doświadczyliśmy po raz pierwszy w historii gazety, choć 1,5 roku temu rzecznik Antczak próbował już podobnych praktyk. Warto też w tym kontekście odnotować, iż nasza redakcja nie tylko zawsze bardzo bacznie i obszernie relacjonuje wydarzenia sportowe, także niższych lig piłkarskich i różnych dyscyplin sportowych uprawnianych w naszym mieście. Przez kilka dekad organizowaliśmy też cieszący się ogromną popularnością plebiscyt sportowy, na najlepszych zawodników, lokalnych trenerów i ulubionych nauczycieli wychowania fizycznego. Ostatni raz laury zwycięzcom plebiscytu – w tym obecnemu trenerowi reprezentacji Polski Janowi Urbanowi - wręczaliśmy podczas balu mistrzów zabrzańskiego sportu zaledwie w lutym 2024 roku.
Jednorazowo na stadion
Co się od tego czasu zmieniło? W zasadzie nic nie zapowiadało, iż Górnik postanowi wyrzucić z sektora prasowego naszego dziennikarza red. Wojciecha Słotę, który w przeszłości relacjonował zmagania sportowe na najwyższych szczeblach na łamach branżowych i cenionych tytułów jak Tempo czy Sport, a także Dziennik Zachodni. Wielkie było nasze zdziwienie, gdy jego wniosek o akredytację stałą na rundę wiosenną został rozpatrzony negatywnie i odrzucony. Oficjalnie dlatego, że redaktor „nie wyrobił” bliżej nieokreślonych żadnym regulaminem limitów obecności na meczach czy konferencjach prasowych klubu. Zupełnie tak, jakby udział w nich był jakimś bezwzględnym obowiązkiem (o klubie piszemy obszernie niemal każdego tygodnia). Ale też rzecznik klubu pozostawił nam „nadzwyczajną furtkę” – będziemy traktowani tak, jak dziennikarze przyjezdni pojawiający się na zabrzańskim stadionie od „wielkiego dzwonu”…
„Proszę pamiętać, że nieprzyznanie akredytacji stałej w żaden sposób nie ogranicza Panu możliwości uczestnictwa w meczach domowych Górnika Zabrze. Zachęcamy do składania wniosków o akredytacje jednorazowe, które rozpatrywane są przed każdym spotkaniem przy Roosevelta. Regularne uczestnictwo w meczach domowych oraz wydarzeniach organizowanych przez klub może stanowić podstawę do przyznania akredytacji stałej w następnej rundzie” – oznajmił w korespondencji służbowej rzecznik Górnika Antczak.
Po interwencji prezydenta miasta i szefa rady nadzorczej klubu swoją niechęć do lokalnej redakcji Antczak tylko częściowo zmodyfikował. Zdecydował o przyznaniu naszej redakcji akredytacji jednorazowej na mecz z Piastem Gliwice, choć o takową w ogóle nie występowaliśmy.
W czasie, gdy GŁOS uczestniczył w jednej z najbardziej kuriozalnych procedur akredytacyjnych ostatnich dekad w mieście, sprawę na światło dzienne jeszcze przed nami wyciągnął zabrzański Reset, przywołując przy okazji najnowsze publikacje Gazety Wyborczej, a relacjonującej proces rozbitego gangu Torcidy. Jak ujawniono na sali sądowej, dwie osoby – tzw. mały świadek koronny Łukasz J., a także szef gangu Krzysztof M. (pseudonim Mara), w szczycie swojej przestępczej działalności wchodzili na stadion Górnika na podstawie oficjalnych akredytacji prasowych, prawdopodobnie by nie wychwycił ich oficjalny system biletowy, jako osób ściganych przez prokuraturę i policję.
Zemsta za Rupniewską?
W tym kontekście Reset dość zasadnie zapytał publicznie mieszkańców:
„Powiedzcie, jak to jest w tym Zabrzu? Dlaczego akredytacje prasowe dostawali na mecze Górnika gangsterzy mający obecnie gigantyczne problemy z prawem, a teraz odmówiono akredytacji stałej na rundę wiosenną jedynemu lokalnemu tygodnikowi o mieście? Żeby było ciekawiej, zakaz wejścia na sektor prasowy dostał zabrzanin - zawodowy dziennikarz, który od 30 lat relacjonuje w prasie dokonania klubu i wszystkie wydarzenia sportowe. Podobno dostał propozycję nie do odrzucenia - jeśli będzie karnie meldował się na dywaniku u rzecznika klubu, w drodze wyjątku będą mu "kapać" jednorazowymi wejściówkami i rozliczać jego pracę. Czy to nie pachnie wam cenzurą i zemstą zarządu klubu powołanego przez Rupniewską na gazecie, która jako jedyna ujawniała jej manipulacje i kontrowersyjne decyzję, gdy ta była prezydentką?” – zauważył Reset nawiązując wyraźnie do faktu, iż mimo zmiany władzy miejskiej, głównym wiceprezesem klubu pozostaje nominat prezydent Rupniewskiej.
Niestety, zestawienie weryfikowalnych faktów jeszcze bardziej zdenerwowało rzecznika klubu. Co najdziwniejsze, miał do naszego dziennikarza pretensje o to, co napisał Reset – czyli grupa mieszkańców nie związana zawodowo z redakcją w żaden sposób. W kolejnej korespondencji stylizowanej na sprostowanie wytknął nam, że przecież był gotów przyznać jednorazówkę prasową.
„W związku z tym zdanie: „Żeby było ciekawiej, zakaz wejścia na sektor prasowy dostał zabrzanin - zawodowy dziennikarz, który od 30 lat relacjonuje w prasie dokonania klubu i wszystkie wydarzenia sportowe” - jest nieprawdziwe, a ponadto stanowi oszczerstwo, które godzi w wizerunek klubu, co nie może pozostać bez naszej reakcji” – pogroził nam palcem Mateusz Antczak.
To nie my, to oni…
W związku z publikacją Gazety Wyborczej oraz Resetu nasza redakcja zwróciła się z serią pytań do klubu. Chcieliśmy między innymi poznać okoliczności, w których przyznano akredytacje prasowe gangsterom zatrzymywanym później przez oddział antyterrorystyczny policji czy Centralne Biuro Śledcze. Ku naszemu zdumieniu, rzecznik klubu próbował nas przekonać, jakby to wszystko działo się w jakimś innym Górniku, z którym on nie ma nic wspólnego.
„Trudno założyć z wszelką pewnością, że fragment zeznań anonimowej dla nas osoby zacytowany w artykule Gazety Wyborczej przedstawia prawdę. Klub sportowy Górnik Zabrze nie jest stroną ani świadkiem w opisywanym procesie sądowym, w związku z tym nie mamy dostępu do akt sprawy. Na stanowisku rzecznika prasowego Górnika Zabrze pracuję od grudnia 2023 roku, z kolei obecny Zarząd rozpoczął pracę latem 2024 roku. Jak wynika z artykułu Gazety Wyborczej, Łukasz J. został zatrzymany przez policję w 2022 roku. Doceniamy fakt, że chce Pan wyjaśnić tę sytuację. Niestety, nie wiemy kim jest Łukasz J., ani czy faktycznie taka osoba w przeszłości mogła otrzymywać akredytacje od Klubu. W związku z tym polecamy Panu kontakt z byłymi przedstawicielami Zarządu Klubu, zatrudnionymi w Górniku Zabrze w okresie, którego dotyczy sprawa. Być może oni będą w stanie udzielić Panu informacji” – zbył innego naszego dziennikarza, tym razem śledczego, rzecznik Górnika.
Antczak nie zmienił strategii blokowania informacji prasowych nawet wówczas, gdy przypomnieliśmy mu, że istnieje ciągłość klubu, jego właścicielem wciąż i niezmiennie pozostaje ta sama gmina, a informacji prasowej może w Górniku udzielać wyłącznie rzecznik lub obecny zarząd. Odmówił nam także odpowiedzi na pytania, ile akredytacji stałych przyznano w rundzie wiosennej i ile miejsc jest dostępnych w sektorze prasowym? Odniósł się w zasadzie tylko do jednego zagadnienia – przyznał, że akredytacje przyznano dwóch amatorskim redakcjom obywatelskim, które nie spełniają wymogów Prawa Prasowego i które nie widnieją w oficjalnym sądowym rejestrze dzienników i czasopism….
Otwartym pozostaje więc kluczowe pytanie – o co w tych dziwnych podchodach na akredytacje prasowe może naprawdę chodzić i dlaczego zarząd wciąż gminnego klubu obrał tak konfrontacyjną metodę wobec jedynego lokalnego tygodnika w mieście? |