|
ZASADY DEMOKRACJI. Ileż to było w czasie kampanii referendalnej w sprawie odwołania władz miejskich Zabrza straszenia, iż demokratyczny proces weryfikacji legitymizacji władzy samorządowej będzie kosztował aż milion złotych. Podkreślano przy tym wielokrotnie, iż pieniądze te zwyczajnie przepadną, bo żadnej zmiany władzy i tak nie będzie z powodu zbyt niskiej frekwencji. Emocje podkręcano do tego stopnia, iż niektórzy radni rozważali nawet zablokowanie przesunięcia pieniędzy w budżecie miasta na ten cel, co jednak spotkało się z kategorycznym sprzeciwem skarbnik miejskiej Joanny Ilnickiej, która nie zamierzała narażać się na zarzuty karne w związku z naruszeniem dyscypliny finansów publicznych (gmina jest mocą prawa zobowiązana do finansowania procedur demokratycznych). Życie pokazało, że radni mylili się – i to bardzo - w swoich ocenach. Nie dość, że prezydent Agnieszka Rupniewska została odwołana przytłaczającą większością głosów, to przeprowadzenie referendum kosztowało dużo mniej, bo 658 tys. złotych.
Realnie wydaną kwotę poznaliśmy głównie dlatego, iż zgodnie z przepisami samorząd jest zobowiązany do publicznego rozliczenia się z wydatków referendalnych. Co więcej, sumaryczną kwotę rozbito także na poszczególne jej części składowe. I tak zasadniczą sumę wydatków stanowiły diety członków komisji – 406 tys. złotych i to są dokładnie te pieniądze, które trafiły do kieszeni zabrzan i zasiliły ich budżety domowe, a w ślad za tym np. lokalny handel czy rynek usług. No, ale były też pieniądze, które trafiły wprost do urzędników (i też zasilą lokalną gospodarkę)! I tak np. 98 tys. zł wypłacono w formie dodatków pracownikom urzędu miejskiego za pracę przy przygotowaniu głosowania, zaś 69 tys. zł na wynagrodzenia dla osób świadczących usługi informatyczne dla obwodowych komisji. Z kolei druk i rozwieszenie obwieszczeń oraz produkcja pieczątek kosztowało 68 tys. zł, zaś zakup wyposażenia biurowego dla lokali wyborczych to kolejne 12 tys. zł Było też jeszcze kilka symbolicznych wręcz pozycji do zapłaty.
Mając tą wiedzę – przekazaną expressis verbis opinii publicznej podczas ostatniej sesji radnych - trudno nie oprzeć się wrażeniu, że przekaz o „przepalonym” (czytaj: bezpowrotnie straconym) milionie złotych był budowany głównie po to, by budzić niechęć do inicjatorów referendum i zniechęcać mieszkańców do udziału w demokratycznej procedurze. Tym bardziej, że decyzją Rupniewskiej ów pierwotnie zarezerwowany milion na głosowanie przesunięto nie z rezerwy ogólnej budżetu miasta, lecz z działów związanych z mieszkalnictwem i drogownictwem. Nic więc dziwnego, że część zabrzan miało prawo uznać, iż „niepotrzebne” referendum finansowane jest kosztem żywotnych potrzeb mieszkańców… Mimo to ludzie nie ulegli presji, niesprawną i kontrowersyjną prezydent odwołali, zaś do zmiany składu rady miasta zabrakło zaledwie 108 głosów.
Przypomnijmy też w tym kontekście, iż narrację o „przepalanym milionie” zainicjowaŁ podczas posiedzenia komisji finansów i rozwoju Rady Miasta w Zabrzu 27 marca radny Grzegorz Lubowiecki - wiceprzewodniczący RM. (...)
POWYŻSZY ARTYKUŁ JEST CZĘŚCIĄ PUBLIKACJI ZAPREZENTOWANEJ W AKTUALNYM WYDANIU NASZEGO TYGODNIKA, KTÓRY JEST DOSTĄPNY POD LINKIEM https://eprasa.pl/news/głos-zabrza-i-rudy-śl/2025-07-17 |