|
Gwiezdne Wojny to jedna z najbardziej rozpoznawalnych marek światowej rozrywki i każda kolejna produkcja – czy to film, serial, powieść lub gra komputerowa – ma zagwarantowane zainteresowanie widowni, za którym najczęściej idzie sukces sprzedażowy. Najmłodsza w tej franczyzie specjalność, a więc elektroniczna rozgrywka, ma już swoje sukcesy (świetnie przyjęte zostały dwie gry Electronics Arts, a więc Star Wars Jedi: Upadły zakon z 2019 roku i Star Wars Jedi: Ocalały z 2023), ale kolejnej produkcji na tej licencji, a więc Star Wars Outlaws, wydanej przez francuską korporację Ubisoft, nie poszła już tak dobrze. I to jest w sumie dziwne.
Gra ma od początku pod górkę, bo jej ewentualni zwolennicy zostali z miejsca zakrzyczani przez przeciwników. Krytykom nie podoba się bohaterka, mechanika jazdy i strzelania, mała ilości autozapisów postępów rozgrywki (tu mieli z pewnością rację i to już zostało zmienione)… Z naszego punktu widzenia gra potrafi - mimo swoich niedociągnięć - wciągnąć na wiele godzin i to jest najważniejsze. Wcielamy się w niejaką Key Vess, czyli młodą przemytniczkę, która rzecz jasna wpada w kłopoty, ale ma plan żeby się z nich wykaraskać. Swą postacią kierujemy z perspektywy trzeciej osoby, a przyszłość wyrąbujemy sobie sposobem (jest wiele skradania), ale przede wszystkim blasterem (standardowy pistolecik), choć co jakiś czas możemy sięgnąć po cięższą broń, zdobytą na przeciwnikach (nie możemy jej jednak zachować na stałe). Swoją siłę wzmacniamy strojami, zawieszkami i tym podobnymi gadżetami. Akcja rzuca nas po czterech planetach, na które docieramy statkiem kosmicznym, a już po lądzie i wodzie śmigamy na ścigaczu. Główne misje, jak i cała seria zadań pobocznych, nie są pozbawione humoru, o który też łatwo w pogawędkach z towarzyszącym nam droidem.

Gra ma też swoje minigry. Mamy wyścigi dżokejów, automaty do gry, ale przede wszystkim karcianego sabaka. Owszem, daleko mu do gwinta z Wiedźmina 3, ale po opanowaniu reguł i zaznajomieniu się z wieloma szulerskimi sztuczkami można się przy nim dobrze zabawić i… nieźle zarobić. A waluta w grze ma naprawdę duże znacznie, bo przez wiele godzin będzie nam jej brakować. W odróżnieniu od wielu innych rozgrywek gromadzenie gotówki idzie mozolnie i często musimy odkładać grosz do grosza, żeby kupić jakiś potrzebny sprzęt. Dodatkowym kłopotem jest, iż każde aresztowanie przez służby Imperium wiąże się z grzywną – dobrze chociaż, że można te pieniądze odzyskać włamując się do imperialnego komputera i dokonując przelewu zwrotnego. Wchodzenie w interakcje z systemami i łamanie ich zabezpieczeń to jedna z przyjemniejszych czynności, bo dzięki nim można otworzyć drzwi czy wyłączyć kamerę monitoringu. Czasem jednak wystarczy to tego tylko nasz towarzysz Nix, a więc niepozorny zwierzaczek, któremu można zlecić dotarcie w trudnodostępne miejsca i wykonanie pożądanej akcji. Przede wszystkim można go poprosić o odwracanie uwagi przeciwników, a nawet wprost atakowanie ich! Użytecznych sojuszników mamy jednak więcej, a są to tzw. eksperci, którzy zwiększają nasze umiejętności, po wykonaniu serii wyzwań (np. zabicie iluś przeciwników w konkretny sposób itd.) - a nie poprzez zwykłe gromadzenie punktów doświadczenia i wydawanie ich na kolejne przewagi. Dzięki nadawanym przez nich mocom szybciej możemy przemierzać galaktyczne rewiry, w których panoszą się różnej maści gagi. Lawirowanie między tymi frakcjami (wykonywanie zleceń na rzecz jednych jednocześnie pogarsza nasze relacje z innymi) jest głównym smaczkiem zabawy, bo w zależności od reputacji u danej grupy przestępcze (a ta może być: beznadziejna, zła, kiepska, dobra, doskonała) mamy na głowie ich bojówki lub dostajemy od nich intratne zlecenia, mamy zabroniony lub możliwy dostęp do ich baz, mamy embargo lub dobre ceny na unikalne towary u sprzedawców. Zlecenia są zróżnicowanie (na lądzie lub w kosmosie) i wiążą się z podejmowanie brzemiennych w skutki decyzji.
 Jako, że to Gwiezdne Wojny nie obywa się bez potyczek statków kosmicznych, które w wydaniu Star Wars Outlaws są wyjątkowo nieintuicyjne i po prosto nie mające przymiotu dobrej zabawy, a raczej wymagającej, przykrej momentami konieczności. O ile bowiem walki na lądzie toczą się utartym torem (możesz strzelać na oślep, możesz bawić się w snajpera itd.) to bitwy statków polegają na ciągłym operowaniu naszym obiektem w każdym możliwym kierunku, w poszukiwaniu znikającego nam z pola widzenia wroga. Niestety, kilka razy trzeba przejść taką drogę przez mękę, bo to konieczne do przesunięcia fabuły na kolejny etap. Uczciwie trzeba jednak przyznać, że w miarę rozwoju naszego kosmicznego pojazdu jest zauważalnie łatwiej, a z czasem owo latanie i potyczki w próżni stają się nawet – uwaga – przyjemne.
Reasumując: gra nie jest wyborną produkcją, ale też nie jest niewypałem. Graczom, którzy podejdą do niej z dobrą wolą, da wiele frajdy, która tylko czasem będzie przeplatana zgryzotą. Dodatkowym argumentem „za” jest fakt, że produkcja jest ciągle ulepszana, a także wzbogacana, bo – tak jak to firma Ubisoft ma w zwyczaju, jeśli chodzi o swe duże produkcje - docelowo otrzyma w sumie dwa (dodatkowo płatne) dodatki, korespondujące z filmografią Gwiezdnych wojen: Dziką kartę (listopad 2024), w którym można zobaczyć legendarnego Lando Calrissian (film Gwiezdne wojny: Imperium kontratakuje) i Fortunę pirata (maj 2025), którego bohaterem będzie Hondo Ohnaka (serial Gwiezdne wojny: Wojny klonów). Czy to sprawi, że gra ostatecznie wyjdzie na plus? Oby, bo na to zasługuje.
Grę w wersji na Playstation 5 przekazał nam Ubisoft Polska. Star Wars Outlaws jest dostępna także na platformach Xbox Series X|S, a także komputerach PC |