|
Przygody piratów to jedna z najbardziej rozromatyzowanych historii w dziejach ludzkości i tyleż wdzięczny, co trudny temat dla filmowców i – jak się okazuje – twórców gier komputerowych. Francuska firma Ubisoft niedawno weszła po raz drugi do tej samej rzeki, choć innego oceanu. Po sukcesie Assassin`s Creed: Black Flag (2013), którego akcja rozgrywała się w czasach państwa pirackiego na Karaibach, postanowiła pójść poświęcić osobną grę życiu morskich rozbójników na Ocenie Spokojnym. Niestety, czasem wpadając przy tym na mielizny...
Może to upływ czasu i związany z tym wzrost oczekiwań, ale w wielu segmentach wydany w lutym Skull&Bones wypada niestety gorzej niż asasyńska wersja, w której zresztą pływanie okrętem i abordaże były jednak tylko jednym z elementów rozgrywki, towarzyszącym głównej fabule. Obecna produkcja już w całości koncentruje się na życiu na morzu, bowiem gracz ma za zadanie przede wszystkim sterować jednostką pływającą, a na ląd schodzi z rzadka i jedynie po to, żeby uzupełnić zapasy, wzmocnić okręt (albo wymienić na nowy), pobrać zadania do wykonania (tak, jakaś fabuła jest też obecna) i zwyczajnie pogadać, pytając co nowego słychać. Gównie w tej całej zabawie chodzi jednak o ostrzeliwanie innych okrętów (pod najróżniejszymi banderami)i fortów, zdobywanie skarbów i rzadkich towarów, tudzież surowców (do tego mamy odpowiednie narzędzia np. wyrąb drzewa symbolizowany przez poruszającą się rytmicznie minipiłę). Na naszej drodze napotykamy same problemy, bo a to sztorm, a to z toni wychynie jakiś potwór morski, a najgorzej, jak przez lunetę wypatrzy nas łowca piratów, albo inny korsarz, i ruszy za nami w pościg. A to przecież my jesteśmy od łupienia innych (także graczy)! Na starcie jesteśmy rozbitkiem bez grosza przy duszy, ale finalnie możemy zostać... No, to już zależy tylko od nas i pomyślnych prądów!
Gra została oddana – po wielu, naprawdę wielu latach tworzenia (aż wydawało się, że nie wyjdzie nigdy) – w połowie lutego i spotkała się z mieszanymi uczuciami. Niemniej trzeba pamiętać, że opinia na jej temat będzie ewoluować, gdyż z zasady pomyślana jest jako rozgrywka na wiele lat i czas pokaże ile wody w Oceanie Indyjskim musi się przetoczyć, żeby gracze mogli być w pełni usatysfakcjonowani. Gracz dostaje bowiem możliwość rozwijania swego pirackiego imperium i stawiane są przed nim coraz to nowe zagrożeniom, z każdym nowym tzw. sezonem. Pierwszy - pod nazwą Raging Tides (szalejące przypływy) – już trwa, i w jego ramach gracze mogą wyruszyć na spotkanie z nikczemnym kapitanem Philippe La Peste i jego legendarnym pirackim statkiem. Przed nami zaś kolejne przygody, kolejni bohaterowie, wyzwania i aktywności. Żeby w ogóle jednak móc grać w tę grę konieczny jest, jak to w przypadku produkcji opartych na sieciowej rozgrywce, nie tylko stały dostęp do Internetu, ale także wykupiona usługa gry wieloosobowej (w przypadku PlayStation chodzi o abonament PlayStation Plus).
Mimo dostrzegalnych wciąż mankamentów gra na pewno potrafi wciągać, co potwierdza sam jej producent, który twierdzi, iż gracz średnio spędza z nią ponad cztery godziny dziennie!
Grę w wersji na Playstation 5 przekazał nam Ubisoft Polska. Skull and Bones jest dostępna także na platformach Ubisoft+, Xbox Series X|S, Amazon Luna, GeForce Now, a także na komputerach PC z systemem windows za pośrednictwem sklepów Ubisoft Store i Epic Games Store |