KORONAWIRUS

koronawirus
Gra tygodnia (26). Nioh 2. W objęciach ducha opiekuńczego Email
Wpisany przez Wojciech Słota napisz do autora    niedziela, 17 maja 2020 14:35

 

Pandemia i wymuszona nią kwarantanna pozbawiła nas możliwości chodzenia do kina, bibliotek (to już na szczęście nieaktualne) i na koncerty, ale równocześnie skierowała uwagę na inne kanały dystrybucji rozrywki i jej rodzaje. Jednym z wygranych tego trudnego czasu są twórcy gier komputerowych, albowiem właśnie teraz grono ich odbiorców bardzo się powiększyło. Wprawdzie tej wiosny przełożono premierę wielu produkcji na lepszy handlowo czas, ale gry się jednak ukazują i cieszą gigantycznym zainteresowaniem. Idealnie skrojonym pod pandemię dziełem można choćby uznać Nioh 2 (ukazał się w marcu wyłącznie na konsolę playstation4), który może zaangażować i trzymać w ekscytacji przez ponad sto godzin! To wprawdzie nie jest gra dla każdego, ale każdy może w nią grać i ostatecznie odnieść sukces.

Warunkiem jest cierpliwość: początkujący gracz będzie się bowiem u jej startu zmagał z pokusą oddania walki walkowerem, gdyż rozgrywka od początku stawia wysokie wymagania i wręcz upokarza, serwując klęski na każdym kroku. Każda porażka jest jednak, niczym w świecie trenerów mentalnych, szansą na naukę, która z czasem zaprocentuje. Pierwszy pokonany boss jest przepustką do niezwykłego świata i działa jak narkotyk.

Nioh 2 ukazała się zaledwie trzy lata po pierwszej części, a więc nie dziwi, że jest nieodległa wizualnie do pierwowzoru, ale jednak zaskakuje, że wprowadzone zmiany okazały się tak niewielkie. Grafika prezentuje się tylko trochę lepiej (żywsze kolory), nieco sprawniejsza jest mechanika (sterowanie naszym bohaterem idzie lepiej), ale pomysły na grę – począwszy od menu po architekturę lokacji – są prawie takie same. Akcja rozgrywki jest tym razem umiejscowiona gdzieś na przełomie XV i XVI wiek, oczywiście w feudalnej Japonii, czyli przed wydarzeniami z pierwszej części. Tym razem nasz bohater jest pół-człowiekiem i pół-demonem, który przemierza kolejne prowincje walcząc zarówno z potworami (yokai), jak i sprzymierzonymi z nimi samurajami i władcami. Towarzyszą nam różni ludzie i różne duchy opiekuńcze, wspomagające nasze cechy miraże zwierząt. Co jakiś czas sami możemy także przekształcić się w demona i używać jego siły.

Tak, w grze jest wszystkiego wiele, czasem za wiele. Wiele misji, mnóstwo kategorii broni i jeszcze więcej sposobów jej użycia. W każdym z głównych zadań czeka nas walka z zastępami różnej maści przeciwników (żywych, półmartwych, martwych), któa jest tylko po to, aby przygotować nas na spotkanie z głównym przeciwnikiem - bossem. Zazwyczaj jednak przygotowani nie jesteśmy... Przekucie w siłę uzyskiwanej z każdym zgonem wiedzy zajmuje wiele podejść, czasem kilkadziesiąt i kilka nocy (a kiedy rzeczywiście nie dajemy radę, możemy przywołać do pomocy innego gracza: generowanego komputerowo lub jak najbardziej prawdziwego). Gdy jednak wreszcie wróg pada, satysfakcja jest wprost proporcjonalna do ilości poniesionych wcześniej upokorzeń. Zazwyczaj najlepszym sposobem na czynienie postępu jest wzmacnianie w nieskończoność swojej postaci. Każy zabity przeciwnik to trochę amrity (doświadczenia), które potem - jka na rasowy RPG przystało - zamieniamy na umiejętności walki i obrony.

Owszem, ta gra potrafi też znudzić. Zbyt dużą ilością zdobywanego sprzętu (który trzeba przejrzeć i w 99 procentach zutylizować, tzn. zamieniać na doświadczenie i złoto), powtarzalną scenerią rozgrywki (lasy i identyczne domostwa) i takimiż przeciwnikami, ale to stan przejściowy, bo chwilę potem natykamy się na kogoś, kto nam zajdzie za skórę do tego stopnia, że nie mamy zamiaru poprzestać, póki nie damy mu nauczki. A gra w Nioh 2 się prędko nie skończy, bowiem - podobnie jak to było w przypadku pierwszej części - producenci zapowiadają kontynuowanie przygód, w tzw. dlc (wydawane cyfrowo dodatki), w których można spodziewać się jeszcze więcej tego samego: kolejnych misji, bossów, rodzajów broni i pancerza, a także nowych duchów opiekuńczych. Nawet weterani gatunku potrzebują na ukończenie podstawowej wersji około 70-80 godzin, dla pozostałych - w tym Waszego recenzenta – tyle czasu starczyło na dotarcie do półmetka rozgrywki. Owszem, teraz gra jest już skończona, ale pogoń za kolejnymi trofeami i nagrodami z nieobowiązkowych misji (dodatkowe, zmierzchu, sieciowe) spowodowała, że na liczniku jest już... ech... 170 godzin. 

Jak niedawno podano, mimo - a może dzięki? - pandemii, sprzedano już milion egzemplarzy tej trudnej skądinąd gry.




Grę otrzymaliśmy nieodpłatnie od Sony Interactive Entertainment

 
 

FACEBOOK

Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA