Gra tygodnia (20). Days Gone: Nieustraszony pogromca świrusów Email
Wpisany przez Wojciech Słota napisz do autora    sobota, 25 maja 2019 15:55

RECENZJA. Od gier wydawanych tylko dla osób używających konkretnej platformy wymaga się zazwyczaj więcej niż od masowych produkcji. Akurat posiadacze konsoli playstation4 nie mają prawa narzekać, bo produkcje oferowany tylko im (tzw. eksklusivy) są ostatnio najwyższych lotów, o czym świadczą choćby ubiegłoroczne God of War czy Marvel's Spider-Man. Na tym tle tegoroczne Days Gone jawiły się jako beniaminek, od którego nikt nie oczekiwał zbyt wiele, więc na starcie oceny i recenzje były przeciętne. Niesłusznie! Gra jest szalenie wciągająca. Z biegiem dni spojrzenie na oferowaną rozrywkę stopniowo się zmienia i powoli zbliża się do entuzjastycznych, do których i my dołączamy. Wszystko wskazuje, że świat gier otrzymał nowego bohatera, niejakiego Deacona St. Johna, którego losy pewnikiem będziemy poznawać w kolejnych odsłonach Days Gone

 

 

ŻYWOT WŁÓCZĘGI. Deacon St. John... Kim jest? Najkrócej mówiąc: przemierzającym na motocyklu Amerykę najemnikiem, któremu można zlecić najtrudniejszą robotę. Napędza go jednak nie chęć zysku czy nawet przeżycia w okrutnym, dotkniętym tajemniczą epidemią, świecie, ale nadzieja, że odnajdzie żonę, którą uznał już za zmarłą. Jego największymi wrogami są inni włóczędzy i kultyści, ale też zarażeni  ludzie (zwykłe świrusy, szybcy biegacze, mocarni łamacze) i zwierzęta (wścieklaki, krzykacze itp.). Galeria wrogów jest bogata, jest w kim wybierać. Najgroźniejszym przeciwnikiem jest jednak wróg zbiorowy, a więc hordy świrusów liczące 200, 300, 400 i nawet więcej osobników. Walka z nimi wymaga wszechstronnego przygotowania i przemyślnej taktyki, w której pułapki, ale i wycofywanie się na z góry upatrzone pozycje zajmują poczesne miejsce. Inaczej śmierć jest pewna.
Walka walką, ale gra ma naprawdę bardzo wciągającą i wiarygodną fabułę. Nie mamy tutaj przekoloryzowanej w stylu różu postapokalipsy, lecz świat, który przeszedł wiele, ale swej walki jeszcze nie przegrał. A główny bohater to bynajmniej nie bohater bez zmazy, lecz zwichrowany przez wojenne doświadczenia weteran Afganistanu, który po derekrutacji przystępuje do gangu motocyklowego. Szybko zdobywa sympatię gracza i chce się nim być.

PRZEPRASZAM, CZY LEŻY TU KANISTER? To co wymaga od gracza zachowania dyscypliny to ciągłe monitorowanie stanu baku motocykla i planowanie podróży według rozmieszczenia przydrożnych stacji benzynowych, ewentualnie poszukiwanie we wrakach aut kanistrów (o dziwo zawsze są pełne). Zwłaszcza na początku gry zdarza się, że kluczymy pieszo po bezdrożach w poszukiwaniu paliwa, przeklinając swój brak zapobiegliwości. Stanem naszego motocykla uzależniona jest także tzw. tryb szybkiej podróży: możemy ją odbyć na mapie jedynie, jeśli wystarczyłoby nam na nią paliwa jadąc klasycznie, a poza tym na wytyczonej trasie nie może być aktywnych skupisk wrogów, w postaci lęgowisk świrusów (co jest dodatkową zachęta do ich likwidowania).
Poza tym jest jak w wielu grach z tzw. otwartym światem, a więc  wędrowanie po okrywanej stopniowo mapie i wybieranie misji (głównych i pobocznych), na które mamy akurat ochotę lub siłę, by im sprostać. Twórcy gry skorzystali z doświadczenia wcześniejszych tego typu produkcji (a jest ich w końcu bez liku) i można powiedzieć, że każdy z klasycznych elementów rozgrywki (strzelanie, skradanie, zbieractwo itp.) został odpowiednio opracowany. Uniknięto też największego grzechu podobnych gier, a więc przeładowania zawartością, która potrafi na dłuższą metę znużyć i stopniowo zabijać radość z prowadzenia rozgrywki. Jedynie co boli w Days Gone to do przesady długie przerwy pomiędzy poszczególnymi etapami zabawy (tzw. ekrany ładowania).


Gra jest sukcesem i jej kontynuacja jest w zasadzie pewna. Zanim jednak do niej dojdzie czekają nas kolejne atrakcje, gdyż do gry zaplanowano dodatkową (darmową) zawartość, która stawia przed Deacona St. Johnem dodatkowe wyzwania. Warto!

Grę dostarczył nam jej wydawca – Sony Interactive Entertainment 

 
Zobacz także

» Gra tygodnia (21). Just Cause 4: Wybuchowy Rico

 RECENZJA. Niejaki Rico Rodriguez to dobrze znany znawcom gier komputerowych bohater. Jest ubiany i ceniony za sianie zniszczenia, oczywiście w słusznej sprawie. Poprzednio arenami jego wyczynów były południowoamerykańskie San Esperito...

» Turnieje dla konsolowych graczy: najpierw bijatyka, potem futbol...

 IMPREZY. Dla miłośników gier komputerowych powstało nowe pole rozgrywki i rywalizacji: PS4 Tournaments: Challenger Series. To propozycja - jak sama nazwa wskazuje - dla osób korzystających z konsoli playstation4, bez względu na poziom...

» Gra tygodnia (19). Far Cry New Dawn. Na górze róże, dużo różu…

RECENZJA. Kto grał w ten wie, że tamta opowieść nie kończy się bynajmniej różowo. Świat przybiera taki kolor dopiero w kontynuacji owej przygody, którą stanowi wydane w lutym Far Cry New Dawn. To bowiem nie pełnoprawna odsłona...

» Kibice zdobędą trofeum dla Górnika? Trwają zapisy do rozgrywek Ekstraklasa Games

 E-SPORT. Tegoroczne krajowe rozgrywki piłkarskie trwają już od 8 lutego, a niecały miesiąc później, konkretnie dzisiaj wieczorem, rusza ich komputerowa wersja: Ekstraklasa Games, czyli największy w historii turniej gry FIFA w Polsce. Tym...

» Gra tygodnia (18). Marvel`s Spider-Man: Miasto, które nigdy nie śpi. Zabawa w kotka i myszkę

RECENZJA. Przygody Człowieka-pająka opowiedziane w były jedną z najciekawszych ubiegłorocznych propozycji dla miłośników gier i szybko doczekały się zapowiadanej kontynuacji, w postaci serii dodatków pod wspólnym tytułem: The city that...
 

FACEBOOK

Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA