Gra tygodnia (17): Battlefield V. Zabawa w wojnę Email
Wpisany przez Wojciech Słota napisz do autora    czwartek, 03 stycznia 2019 18:31

 

RECENZJA. Gry, dzięki którym można poczuć się jak na wojennym froncie, są niezmiennie popularne. Wirtualna broń w dłoniach, a wokół świszczą pociski… Taka jest też właśnie najnowsza odsłona jednej z najbardziej znanych serii tej kategorii, a więc Battlefield z oznaczeniem V (jak zwycięstwo lub numer piąty). Tym razem, po bardzo udanym Battlefield 1, osadzonym w realiach wielkiej wojny 1914-1918, ponownie w centrum uwagi jest II wojna światowa, jej uzbrojenie i jej obszar. Prócz klasycznego strzelania z broni ręcznej mamy więc takie atrakcje jak jazdę niemieckim tygrysem, pilotowanie brytyjskiego spitfire`a, ale też tworzenie oddziałów i budowę frontowych fortyfikacji… Gra jest obecna na rynku już od listopada i będzie jeszcze z nami przez długie miesiące, bo wojna przedstawiana w Battlefield V (wyszła w pełnej polskiej wersji językowej na konsole xbox one, playstation4 oraz komputery osobiste) zatacza coraz szersze kręgi.

KRÓTKIE POTYCZKI. Gracz zaczyna swoją przygodę od Opowieści Wojennych, przedstawiających historie zwykłych ludzi zmuszonych do działania przez wojenne okoliczności. To nietypowi bohaterowie, dalecy od heroizmu, za to pełni moralnych rozterek, podszyci strachem, lecz zdeterminowani. Mamy więc żołnierza rzuconego w wir afrykańskiej kampanii wprost z brytyjskiego więzienia (epizod Pod flagą niczyją), norweską partyzantkę spieszącą w pojedynkę na ratunek przetrzymywanej przez Niemców matce (to Nordlys, a w tle oczywiście temat ciężkiej wody), senegalskiego wojownika w charakterze „mięsa armatniego” francuskiej armii (epizod Tyralierzy), a także tzw. dobrego Niemca za sterami czołgu w przegranej już wojnie (Ostatni Tygrys). I właśnie ta ostatnia kampania, która pojawiła się już po premierze gry, jest najciekawszą częścią tego etapu rozgrywki. Przemierzanie w ikonicznym pojeździe ruin nadreńskiego miasta jest dojmujące, a toczone potyczki najcięższego kalibru. Niemniej żeby nie było: każdy z tych odcinków oferuje dyskusyjną frajdę, dając do zrozumienia swoją wymową, że to co nas tak cieszy, to całe strzelanie, to wcale nie jest temat na zabawę. Cierpienia bohaterów, ich psychiczne katusze, wyrzuty sumienia i poczucie bezsensu są bliżej pierwszego planu niż fizyczne rany, te zadawane wrogom i od nich doznawane. Epizody są jednak na tyle krótkie, żeby nie tyle nas do wirtualnej wojny zniechęcać, a jedynie osadzić historycznie przed podjęciem operacji zakrojonych na większą skalę.


DŁUGIE BITWY. Prawdziwa rozgrywka zaczyna się bowiem w chwili, gdy zagłębiamy się w Teatry Wojny, a więc tryb wieloosobowy, w którym rozgrywkę prowadzi wielu graczy w jednym czasie. Tam czekają na nas wieloetapowe misje, w trakcie których w drużynach wykonujemy zadania na przygotowanych mapach obejmujących ciekawe tereny Europy i Afryki. Do wyboru mamy też kilka żołnierskich specjalizacji (szturmowiec, zwiadowca, żołnierz wsparcia, medyk), które determinują zakres naszych działań i ekwipunek. I wtedy właśnie, gdy rozgrywka nabiera dużego tempa, możemy w szczególności wykorzystać nowoczesną mechanikę gry. To co najważniejsze w tego typu zabawie jest tutaj bowiem dobrze opracowane: możemy bardzo sprawnie poruszać swoją postacią i w trakcie strzelaniny przyjmować pozy stosowne do sytuacji (np. używać broni leżąc na plecach). Nasz arsenał jest bogaty, każdy rodzaj broni ma unikalną charakterystykę i wymaga, choćby z racji różnej skali odrzutu, nauki. Postać, w która się wcielamy podlega rozwojowi i jej sprzęt oczywiście też.


NADCIĄGAJĄCE POSIŁKI. Battlefield V był bardzo oczekiwany i komentowana na długo przed premierą. Wyjadacze serii na zapas krzywili się na nadmierne epatowanie kolorystyką (bo wojna to raczej szarość, brud i krew) i polityczną poprawność (parytet kobiecych bohaterów w grze), a i po premierze pojawiła się krytyka wprowadzanych ułatwień w rozgrywce, mających być zachętą dla nowych graczy. Emocji wokół niej jest nadal wiele, co nie zmienia faktu, że zastosowane w grze rozwiązania techniczne i graficzne gwarantują wrażenia, choćby akustyczne – jeśli ktoś ma okazję odtwarzać ją na sprzęcie wysokiej klasy audio, może wypełnić pokój bardzo realistycznymi odgłosami czołgowych salw, ryków silników bombowców i przeszywającymi uszy karabinowych serii.
Co dalej? W lutym do gry zostanie dołączony kolejny wieloosobowy tryb Siły Połączone, a być może w marcu dojdzie Burza Ognia, a więc wersja niezwykle popularnego w ostatnich miesiącach trybu battle royale (na placu boju zostaje tylko zwycięzca). I na tym raczej się nie skończy, bo wojna dopiero się rozkręca i pole bitwy staje się coraz rozleglejsze…

Grę dostarczył wydawca – Electronic Arts Polska

 
 

FACEBOOK

Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA