Gra tygodnia (5): Assassin's Creed Rogue Remastered. Jak to jest być templariuszem!? Email
Wpisany przez Wojciech Słota napisz do autora    niedziela, 15 kwietnia 2018 14:43

 

RECENZJA. Asasyni i templariusze nie dają o sobie zapomnieć. Choć najnowszą częścią popularnego cyklu Assassin's Creed pozostaje wciąż ubiegłoroczne Origins, ze swoimi dodatkami, w tym jednym szczególnie udanym, to jednak jeszcze świeższą produkcją jest Assassin's Creed Rogue Remastered, który ukazał się na rynku 20 marca. Jak sama nazwa wskazuje to jednak żadna nowość, a jedynie odświeżona rozgrywka, która swoją premierę miała w listopadzie 2014 roku i była skierowana wówczas do posiadaczy komputerów osobistych oraz użytkowników konsol poprzedniej generacji. Teraz historię Shay`a Patricka Cormaca – asasyna, który przejrzał na oczy i przystąpił do templariuszy – mogą również poznać amatorzy PlayStation4 oraz Xbox One. Ci, którzy mają sentyment do bardzo udanej gry Assassin's Creed IV Black Flag, traktującej o przygodach karaibskiego pirata, przyjmą Rogue z radością, bo to praktycznie jedno i to samo – jedyną różnicą są inne czasy i inny bohater. Nowinki są, ale ich serwowanie jest nienachalne.

Z BRACTWA DO ZAKONU Tłem historycznym dla Rogue jest brytyjsko-francusko batalia o kolonie Ameryki Północnej, prowadzona w ramach XVIII-wiecznej wojny siedmioletniej. Walka o wpływy w tym rejonie świata krzyżuje się z rywalizacją asasynów i templariuszy o posiadanie i odczytanie tajemniczego manuskryput. Nasz bohater – Shay Patrick Cormac to prawy skrytobójca, który jednak dostrzega, że jego bractwo w swej zapalczywości posuwa się za daleko i giną niewinni. Rozmówiwszy się z braćmi, podejmuje ucieczkę, a że ratują go templariusze z czasem do nich przystaje i z neoficką gorliwością podejmuje ich dzieło. Trudno się nie zgodzić z tymi, którzy zauważają, że taka fundamentalna zmiana, a zwłaszcza łatwość z jaką akceptują ją obydwie strony (Shay z entuzjazmem przywdziewa nowe barwy, templariusze ochoczo obdarzają go bezgranicznym zaufaniem) jest słabo uwiarygodniona fabularnie, a także nie pociąga za sobą oczekiwanej zmiany stylu postępowania bohatera, zwłaszcza jego stylu walki. Asasyn, choć jest templariuszem, nadal pozostaje asasynem: skrada się jak asasyn, zabija jak asasyn, myśli jak asasyn i z pełną wiarę skacze do stogów siana. I z takim rozdwojonym bohaterem przemierzamy Amerykę Północną, zahaczając też o Stary Kontynent (Lizbona, Paryż).

GANGI NOWEGO JORKU W trakcie wędrówki poznamy kolejne osady, a także rodzącą się metropolię - Nowy Jork. O tym, że w połowie osiemnastego wieku nie było to miejsce przyjazne do życia wiemy co najmniej od premiery filmu Martina Scorsese (Gangi Nowego Jorku, 2002), a gra tylko nas w tym upewnia. Na ulicach panoszy się zło! Zadaniem gracza jest więc przejmowanie siłą siedzib kolejnych grup przestępczych (na podobieństwo wyzwalania dzielnic XIX-wiecznego Londynu w Assassin's Creed Syndicate) i inwestowanie pieniędzy w renowacje budynków, co będzie przynosiło nam zyski. Niestety, bez względu od naszych starań nigdy nie będzie nam dane poczuć się w mieście bezpiecznym, bo to właśnie w nim Nowym Jorku czyha na nas najwięcej asasynów, którzy znienacka (choć stosując podstawowe zasady bezpieczeństwa możemy wykryć wrogów) atakują nas – a jakże – z wozów pełnych liści, dachów i różnego rodzaju skrytek. Bywa to irytujące, ale pozwala nieco spojrzeć na rozgrywkę z perspektywy templariusza. Ciekawe jest też odwrócenie roli przy opcjonalnych zleceniach: łapiąc gołębia z instrukcjami dla skrytobójców, mamy za zadanie nie likwidować celu, lecz obronić go przed atakiem.

TAM KAWKA, TU MORRIGAN Osobą kwestią jest rozgrywka na akwenach, zarówno słono-, jak i słodkowodnych. O ile bohaterem Black Flag okrętem o nazwie Kawka penetrowaliśmy szeroko pojęte Karaiby, to tutaj musimy działać z jeszcze większym rozmachem. Z jednej strony nawigujemy po północnych rejonach Atlantyku, krainie zimna, gdzie trzeba taranem przebijać się przez kry i góry lodowe, kąpiel grozi hipotermią, a kryjące skarby wraki są skute lodem. Z drugiej strony wpływamy też w dolinę rzeki św. Wawrzyńca (przydatne novum: między jej brzegami możemy przeprawiać się tratwą w formie tzw. szybkiej podróży), gdzie króluje wybujała roślinność. Na wodach największą atrakcją są walki z wrogimi okrętami (z wykorzystaniem abordażu), ale bardziej jednak kuszą lądy z: fortami domagającymi się zdobycia i splądrowania, magazynami proszącymi się o złupienie, zwierzyną wzywająca na łów, indiańskimi malowidłami i totemami błagającymi o zrozumienie, skrzyniami pełnymi skarbów skamlącymi o odkopanie… Z ilością przedmiotów do zbierania (bo są jeszcze nutki, dobrobyty, miecze wikingów, relikwie templariuszy itp.) wyraźnie przedobrzono, niemniej wykonywanie zadań pobocznych jest konieczne, jeśli chcemy - a chcemy, wręcz musimy - rozwijać naszą jednostkę pływającą. Ta nazywa się Morrigan i wymaga udoskonaleń, z pomocą pieniędzy, a nade wszystko materiałów (metal, płótno itd.), aby mogła sprostać kolejnym wyzwaniom misji głównej linii fabularnej. A także legendarnym bitwom.

TEMPLARIUSZ TO JEDNAK ASASYN Assassin's Creed: Rogue Remastered jest grą przede wszystkim dla koneserów gatunku, którzy mile wspominają część Black Flag lub po prostu chcą sobie dopełnić świat przedstawiany w serii. Owszem trąci myszką, główny wątek jest krótki, ale może w jej świecie spędzić wiele czasu ten, kto odda się zbieractwu, minigierkom, wytwarzaniu przedmiotów, prowadzeniu kampanii morskiej i uczestnictwu w losowych wydarzeniach (ratowanie mieszkańców, atakowanie konwojów). Jeśli nie mamy ambicji przejścia jej ciągiem, lecz potraktujemy jako odskocznię, do której wraca się co jakiś czas, można mieć wiele zabawy, bo to ciągle asasyn, choć templariusz.

Kopię gry Assassin's Creed Rogue Remastered otrzymaliśmy od firmy Ubisoft

 
Zobacz także

» Gra tygodnia (12): Far Cry 5: Marsjańska pułapka. Kosmiczne jaja

 RECENZJA. Od premiery gry minęło już blisko pięć miesięcy, jednak rozgrywka ta (na playstation4, xbox one lub komputery osobiste) wciąż funkcjonuje w świadomości graczy, o co dbają jej producenci podsuwając co jakiś czas do zabawy...

» Gra tygodnia (11): The Crew 2. Stany, Stany fajowa jazda!

 RECENZJA. Wyścigowa gra The Crew 2 (dostępna na konsole playstation4 i xbox one oraz komputery osobiste) oferuje pełną wolność, bo w czasie jazdy możemy pojazdy – lądowe, powietrzne, wodne – zmieniać jak rękawiczki. Jest jednak...

» Gra tygodnia (10): Unravel Two. Włóczykije w kingsajzie

RECENZJA. Premiera tej gry była jednym z największych zaskoczeń czerwcowych targów gier wideo E3 w Los Angeles, bowiem twórcy Unravel Two nie poprzestali jak inni na prezentacji, ale wręcz ogłosili, że ich platformówka (w wymiarze 2,5D)...

» Gra tygodnia (9): Far Cry 3 Classic Edition. Wakacje z dreszczykiem

 RECENZJA. Seria Far Cry jest jedną z bardziej uznanych marek oferujących przygodę z wirtualną bronią w ręku, ale jej twórcy serwują nam nie tylko nowości, ale i powrót do przeszłości. Właśnie dzisiaj do otwartej sprzedaży trafił...

» Gra tygodnia (8): Far Cry 5: Mroczne godziny. Good bye, Wietnam!

RECENZJA. Premiera była jednym z wydarzeń wiosny na rynku gier, a lato upłynie nam pod znakiem dodatków do tej rozrywki. Pierwszy z nich, a więc Mroczne godziny, ukazał się na początku miesiąca, a kolejne odcinki zaplanowano na końcówkę...
 

FACEBOOK

Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA