KORONAWIRUS

koronawirus
Blisko 20 tys. widzów oglądało debiut Łukasza Podolskiego w Górniku! Niestety, mamy gwiazdę, ale nie mamy drużyny... Sfrustrowani kibice żądają zmiany władz klubu Email
Wpisany przez Wojciech Słota napisz do autora    sobota, 31 lipca 2021 16:27

Dokładnie 18.659 widzów zasiadło wczoraj wieczorem na trybunach Areny Zabrze z jednym zasadniczym celem: zobaczyć w akcji w ligowym spotkaniu zabrzańskiej drużyny Lukasa Podolskiego, mistrza świata w barwach Niemiec i swego czasu jednego z najlepszych napastników na świecie. O tym, że zawodnik, który od lat zapowiadał przyjście do swojego ukochanego klubu, zaprezentuje się właśnie podczas inauguracji sezonu w Zabrzu, w meczu z Lechem Poznań, było wiadomo już kilka dni wcześniej, jednak zagadką pozostawało, czy znajdzie się w podstawowym składzie, czy też rozpocznie zawody na ławce rezerwowych. Ostatecznie trener Jan Urban - mając na względzie zaległości treningowe piłkarza - zdecydował się na tę drugą opcję, wpuszczając swoją gwiazdę na drugą połowę meczu. Wprawdzie Podolski wchodził na boisku, gdy wynik był remisowym (1-1), ale mimo to jasne niestety było, że jego debiut nie będzie wielką fiestą, bo Górnik ten mecz musi przegrać. Zabrzanie, choć szybko objęli w nim prowadzanie (w 8 minucie gola z rzutu karnego zdobył Jesus Jimenez)  od początku grali bowiem fatalnie, zwłaszcza w obronie i to cud, że przed przerwą stracili tylko jednego gola. Wejście Podolskiego nic w tej materii nie zmieniło, bo i nie mogło. Owszem, widać było, że mamy do czynienia z nietuzinkowym graczem, który każdym podaniem zwiększał dynamikę akcji i to do tego stopnia, że pozostali zawodnicy nie byli w stanie za nią nadążyć. Najgorsze było to, że Podolski przewyższał młodszych kolegów z drużyny nie tylko umiejętnościami, ale i ambicją, dając przykład pressingu wobec obrońców Lecha, za co raz zebrał od widowni prawdziwą owację. Obraz gry Górnika jako całości był do tego stopnia marny, że nawet, gdy wynik brzmiał już 1-3 to nie gospodarze byli w ataku, lecz nadal dawali się zamykać we własnym polu karnym rywalowi!

Nic dziwnego, że wśród widowni w ciągu spotkania narastała irytacja i pod koniec meczu szczególnie nieudolnym zagraniom zabrzan towarzyszyły gwizdy, zaś z trybun Torcidy skandowano żądania podania się dymisji... zarządu. Zresztą do teraz emocje nie opadły, bowiem dzisiaj owa nadająca ton kibicom grupa wydała oświadczenie, w którym podtrzymuje ostre stanowisko: "Wczorajszy "spektakl" pomimo pandemii, dziadowskiego startu w lidze i szopki z biletami jaką zgotowali nam włodarze Górnika postanowiło oglądać na stadionie blisko 20 tysięcy kibiców, co jasno pokazało, jaki tu drzemie potencjał i jak się go marnotrawi. Jak pewnie wielu wczoraj słyszało, w ostatnich minutach meczu Torcida przedstawiła jasne i głośne stanowisko dotyczące poczynań osób odpowiedzialnych za poziom sportowy i organizacyjny. Traktujmy to jako symbol początku stanowczych działań, mających na celu usunięcie niekompetencji i partactwa w klubie. Kibice Górnika muszą chodzić z podniesionym czołem, dlatego dyletanctwu mówimy basta", a na koniec pada jeszcze jedno niecenzuralne już zdanie.


Na przestrzeni lat było już wiele akcji wymuszania zmian władz klubu, które jednak kończyły się po kolejnym, udanym już meczu. Tym razem tez będzie podobnie, no chyba, że fatalna seria Górnika będzie trwała. W sobotę (7 sierpnia, godz. 17.30) kolejne spotkanie w Zabrzu tym razem z przeciętną Stalą Mielec. Każdy inny wynik niż wygrana gospodarzy tylko zaogni sytuację wokół klubu, którego drużyna zajmuje po dwóch kolejkach ostatnie miejsce w ekstraklasie. I to pomimo obecności w swoim składzie zawodnika z tytułem mistrza świata na koncie.

 
Reklama
REKLAMA
 

FACEBOOK

Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA