|

WYMIAR SPRAWIEDLIWOŚCI. Przed Sądem Rejonowym w Zabrzu 14 grudnia odbyła się kolejna rozprawa w procesie oskarżonego o korupcję i płatną protekcję radnego Jerzego W. (byłego wiceprezydenta) oraz dwóch innych biznesmenów, którym samorządowiec miał pomagać w ustawieniu przetargu na dzierżawę i gaszenie hałdy. Tym razem zeznania składali trzej pracownicy zatrudnieni przy rozbieraniu owej hałdy. Wszyscy zgodnie twierdzili, że sprzęt wykorzystywany na zwałowisku przez zwycięskie konsorcjum był wyeksploatowany i bardzo awaryjny, było go niewiele, a jednorazowo przy rozbiórce pracowało zaledwie kilku pracowników...
Taki oto efekt dał dziwny konkurs ofert, zorganizowany przez Wydział Zarządzania Nieruchomościami Urzędu Miejskiego w Zabrzu. W postępowaniu tym wygrała firma o najmniejszym doświadczeniu i potencjale technicznym, która dodatkowo wpłaciła do kasy miasta najmniejszą spośród oferentów stawkę dzierżawy.
Mało ludzi, mało sprzętu Marek K. – urzędnik z Wielowsi był od końca 2008 roku do czerwca 2009 roku kierownikiem budowy przy pracach na hałdzie, z ramienia zwycięskiej firmy ZUWBI. - Na początku dysponowaliśmy jedną koparką, samochodem samowyładowczym. Dopiero później, po kilku miesiącach, na budowę trafił następny sprzęt – tzw. przesiewacz, najpierw jeden, potem drugi, była też koparka, ładowarka i spychacz. To wszystko – wyliczał świadek. – Te maszyny często się psuły. Nie jestem fachowcem żeby dokładnie określić co dokładnie ulegało awarii. Chyba chodziło o hydraulikę koparki, ładowarki i przesiewacza. Były też problemy z elektryką.
- A kto dokonywał napraw? – dopytywała sędzia Agnieszka Sierocińska. To o tyle ważne, że jak ustaliła prokuratura, właśnie firma radnego Jerzego W. wystawiła faktury na wiele dziesiątków tysięcy złotych za naprawę sprzętu na hałdzie. Zdaniem śledczych, żadnych fakturowanych napraw nie było, a dokumenty de facto miały być „podkładką” pod wypłacane radnemu prowizje od sprzedawanego kruszywa w „podzięce” za pomoc w wygraniu przetargu.
- Napraw dokonywał głównie jeden z pracowników firmy ZUWBI pan Jan Z. Pojawiał się zazwyczaj na telefoniczne wezwanie. Oczywiście pomagali mu przy tym operatorzy. Czasami jakiś element musiał wymontować, zabierał go ze sobą, naprawiał sam lub gdzieś oddawał do regeneracji – zeznał kierownik budowy.
- A jakaś firma zewnętrzna naprawiała sprzęt na budowie? – dociekała sędzia.
- W czasie, gdy ja byłem obecny, to nic takiego sobie nie przypominam. A byłem na hałdzie codziennie od godz. 7 do 15 – mówił świadek.
Radny na hałdzie Co ciekawe, świadek potwierdził także, iż radny Jerzy W. pojawił się osobiście na hałdzie kilka razy. - Trudno mi jednak powiedzieć, z jakiego powodu on tam przyjeżdżał. Zdaje się, że raz miał pomóc przy określeniu jakości miału czy mułu z hałdy. Ale nie wiem, na czym miała ta pomoc dokładnie polegać – mówił świadek Marek K.
Wątek zaskakującej obecności samorządowca przy pracach na hałdzie przewijał się także w policyjnych zeznaniach tego samego świadka: „Jerzy W. został mi przedstawiony na hałdzie przez właściciela firmy ZUWBI Wojciecha N. (też jest oskarżony w tej sprawie – przyp. red.). Odniosłem wrażenie, że się dobrze znają. Przyjeżdżał takim dużym ciemnym pick-upem, chyba amerykańskim” – zeznawał w 2010 roku ten sam świadek. A przed sądem jeszcze uzupełnił: - Jerzy W. z Wojciechem N. mówili sobie po imieniu. A jak ktoś mówi sobie po imieniu to dla mnie znaczy, że się znają, choć nie wiem jak blisko.
Co ciekawe, świadek ten odszedł z pracy w samym środku prac rozbiórkowych na hałdzie, bo miał wrażenie, że firmie (uznanej przez urzędników za bezkonkurencyjną na rynku) grozi plajta!
W związku z tymi zeznaniami, oskarżony Wojciech N. złożył przed sądem oświadczenie, że jeszcze przed podpisaniem kontraktu z miastem oprócz maszyn wymienionych przez świadka, spółki konsorcjum były właścicielem jeszcze wielu innych maszyn: czterech koparek, samochodu kamaz, spychacza, przesiewacza, młotów wydłużeniowych. Ale czemu sprzętu tego nie skierował na hałdę – tego już nie wyjaśnił.
Oburzenie oskarżonego Podczas tego posiedzenia zeznawał także Joachim J., 23-letni mechanik samochodowy z hałdy. I on rozpoznał w oskarżonym samorządowcu osobę pojawiającą się na hałdzie.
Finalnie zeznania odebrano także od wspominanego wcześniej Jana Z., który jeździł na hałdę na polecenie właściciela ZUWBI tylko do naprawiania sprzętu. Także i on nic nie wiedział o żadnych firmach zewnętrznych naprawiających sprzęt budowlany na zwałowisku, choć nie wykluczył takiej ewentualności. Jak tłumaczył, przez miesiąc był na urlopie i ktoś te naprawy musiał za niego kontynuować.
Na koniec rozprawy oskarżony radny Jerzy W. ostro zareagował na słowa prokuratora, iż firma W. wystawiła fakturę za naprawę mostu napędowego ładowarki za 40 tys. zł. - Nigdy nie naprawiałem mostów w ładowarce i nigdy nie wystawiałem dokumentu wykonania takiej usługi! Faktura z września 2009 to była zupełnie inna usługa, o innym charakterze technicznym – oświadczył wzburzony radny. |