|
AFERA KORUPCYJNA. Do bezprecedensowej próby zakrzyczenia niewygodnych pytań prokuratora przez trzech oskarżonych w sprawie korupyjnej osób (w tym radnego lewicy, byłego wiceprezydenta Jerzego W.) doszło podczas piątkowego posiedzenia Sądu Rejonowego w Zabrzu, który bada kulisy wydzierżawienia przez gminę płonącej hałdy prywatnej firmie. Wygrała ona konkurs ofert mimo tego, że zaproponowała najmniejszy zysk finansowy dla miasta spośród trzech startujących podmiotów. - Nie zakrzyczycie panowie moich dociekań, a do sądu zwracam się o ukaranie oskarżonych. Bo ich postawa wobec mnie oraz sądu urąga powadze tego miejsca i instytucji, które reprezentujemy! - mówił kategorycznie obecny na sali prokurator. Jego zdaniem Jerzy W. wziął łapówkę od dwóch współoskarżonych biznesmenów za wpłynięcie na wynik urzędowego konkursu ofert.
Co tak bardzo zdenerwowało oskarżonych, że irracjonalnie próbowali wpłynąć na postawę oskarżyciela publicznego? Otóż tego dnia przez sześć godzin zeznania składał jeden z głównych świadków - Tomasz S., były wicenaczelnik Wydziału Zarządzania i Nieruchomościami Urzędu Miejskiego (obecnie dyrektor gminnej Jednostki Obsługi Finansowej Gospodarki Nieruchomościami). To on w 2008 roku nadzorowal organizację konkursu na wydzierżawienie atrakcyjnej hałdy (bylo wówczas ogromne zapotrzebowanie na kruszywo z niej pod budowę Drogowej Trasy Średnicowej, na czym zwycięska firma zbijała fortunę). Gdy S. był przesluchiwany w śledztwie, sam obawiając się odpowiedzialności karnej, a nawet aresztowania, złożył zeznania obciążające radnego Jerzego W. Mówił o tym, że dziwiło go aż takie zainteresowanie samorządowca sprawą hałdy, że ten wręcz wyciągał z niego informacje na ten temat. Tomasza S. wywodził też z wypowiedzi radnego, że ten był zwolennikiem przyznania dzierżawy określonej firmie, a gdy został ogloszony konkurs W. miał dzwonić do niego i podniesionym głosem mieć pretensje o to, że firma, ktora poniosła już określone koszty jest skazana na udział w zmaganiach konkursowych.
Jednakże nieoczekiwanie Tomasz S. zeznając przed sądem kompletnie zmienił zdanie na temat zachowania samorządowca i sukcesywnie zaczął wycofywać się ze wszystkich zeznań obciążających samorządowca, a które wcześniej potwierdził własnoręcznym podpisem i brakiem zastrzeżeń co do sposobu przesłuchiwania. Przy czym "odkręcając" swoje własne zeznania przed sądem czynił to mocno niewiarygodnie. Najpierw sam siebie przedstawiał jako urzędnika, który kompletnie nie znał się na tym, co robił w zasadzie pierwszy raz w życiu, a potem w dość zawiły sposób tlumaczył sędzi, dlaczego wycofuje się z własnych zeznań. Jak twierdził, przesłuchujący go prokurator miał mu grozić aresztem, czym tak się zdenerwował, że zaczął zeznawać w sposób nie do końca zgodny z prawdą.
- To jest kompletnie zakłamany sens mojej wypowiedzi - oświadczył Tomasz S., gdy sędzia odczytała mu obszerne fragmenty prokuratorskiego protokołu. - Prokurator niemal strzelal do mnie pytaniami i nie miałem czasu na spokojne zastanowienie się nad odpowiedzią. Dodatkowo prokurator jakby nie słuchał, co naprawdę mam mu do powiedzenia. Chciałem jak najszybciej stamtąd wyjść - mówił przed sądem Tomasz S.
- To co, chce pan powiedzieć, że prokurator wpisał do protokołu coś, czego pan nie powiedział, a mimo tego, pan się pod tym podpisał? - dziwił się oskarżyciel publiczny. Ale S. nie potrafił jasno i jednoznacznie tego wytłumaczyć.
Zresztą zaskakujących elementów w zeznaniach Tomasza S. było znacznie więcej. Na przykład wtedy, gdy tłumaczył, dlaczego komisja konkursowa za zwycięzcę uznała firmę, ktora do gminnej kasy gotowa była zapłacić za dzierżawę hałdy zaledwie 250 tysięcy zlotych, podczas gdy inna oferowała ponad 2 miliony zł. Jak tlumaczył Tomasz S. komisja uczyniła to... w trosce o ową hojnę firmę, ktora zdaniem komisji miała źle oszacować swoje możliwości finansowe i wartość hałdy.
- A nie uważa pan, że to już jest po prostu ryzyko danej firmy? - dziwiła się sędzia Agnieszka Sierocińska.
Przy okazji zgromadzeni na sali dowiedzieli się, że komisja konkursowa nie badała w ogóle wielu spraw przed ogłoszeniem wyników postępowania, takich jak np. realność deklarowanego okresu na ugaszenie i rozebranie hałdy, nie sprawdzała też potencjału technicznego poszczególnych firm, ani ich kondycji finansowej czy chociazby kapitału zalożycielskiego. Tomasz S. nie miał nawet pojęcia, jaka jest szacunkowa wartość tony kruszywa z hałdy na rynku budowlanym.
Własnie gdy o tę ostatnią kwestię zapytał prokurator, oskarżeni próbowali zakrzyczeć pytającego, a adwokat jednego z nich zażądał uchylenia pytania. - Tam było 20 rodzajów kruszywana tej hałdzie, to jak tu ocenić cenę jednej tony? - pokrzykiwał w stronę prokuratora radny Jerzy W.
Ale trudnych dla świadka pytań było jeszcze więcej.
- A skoro pan tak ciągle podkreśla, że po raz pierwszy w karierze zawodowej przyszło panu wydzierżawiać płonąca hałdę do ugaszenia, to czy uważa pan, że miał w ogóle kompetencje do zasiadania w tej komisji konkursowej? - dopytywal zdziwiony prokurator.
- Prowadziłem w urzędzie tę sprawę, więc do komisji wyznaczyla mnie pani naczelnik, moja bezpośrednia szefowa. Ale byli w niej także urzędnicy innych merytorycznych wydziałów - tłumaczył świadek.
Pytań i wątpliwości było tak wiele, że zeznania trwały blisko sześć godzin, a jeden z obrońców oskarżonych zarzucil wręcz prokuraturze nękanie świadka.
- Pytania wynikają z akt sprawy i zeznań, ale nie rozumiem w jakim charaketrze i z czyjego upoważnienia pan broni tego świadka? - pytał prokurator.
Gdy piatkowa rozprawa zmierzała ku końcowi, oskarżony Jerzy W. zamierzał wygłosić tradycyjne już swoje oświadczenie. Tym razem chciał je poświęcić tematowi skandalicznego jego zdaniem prowadzenia przesłuchań przez prokuraturę. Ale nie zgodziła się na to sędzia przypominając wraz z prokuratorem, że oświadczenie ma się odnosić do analizowanych faktów i zeznań, a nie być politycznym wystąpieniem z własnymi przemyśleniami.
- W związku z tym chciałem tylko wnieść o nieuwzględnianie przez sąd zeznań tego świadka złożonych w prokuraturze, bo zostaly one zlozone pod groźbą aresztowania - zaapelował Jerzy W.
Jeśli pan podejrzewa popełnienie przestępstwa przez prokuratora, to proszę złożyć w tej sprawie zawiadomienie - zaproponował prokurator studząc oratoryjne zapędy oskarżonego. |