|
AFERA KORUPCYJNA. Frontalnym atakiem na prokuraturę oskarżonego o korupcję radnego Rady Miasta w Zabrzu Jerzego W. zakończyło się piątkowe posiedzenie Sądu Rejonowego w jego sprawie. Samorządowiec zarzucił śledczym, że przetrącają niewinnym ludziom życiorysy i doprowadzają do ruim ich firmy na podstawie zeznań skompromitowanych świadków. Na dowód swych słów wyciągnął z torby artykuł Gazety Wyborczej zatytułowany „Bezczelna prokuratura” w zupełnie innym temacie. Zaś śledztwo w jego sprawie przyrównał do afery Amber Gold, ponieważ jego zdaniem prokuratura nie prześwietliła odpowiednio mocno nieuczciwych postępowań świadka oskarżenia. - Ten świadek korzysta z takiego samego "immunitetu" prokuratury jak przez lata prezes Amber Gold - grzmiał radny Jerzy W.
Co dokładnie tak bardzo rozzłościło byłego wiceprezydenta miasta? Tak zadziałały na niego wielogodzinne zeznania kluczowego świadka oskarżenia - Mirosława P. A ten potwierdził, że w kierownictwie konsorcjum biznesowego, które w niejasnych okolicznościach wygrało przetarg na gaszenie i rozebranie zabrzańskiej hałdy dominowała informacja i przekonanie, iż za pomoc w wygraniu konkursu ofert samorządowiec „na dzień dobry” wziął 30 tysięcy złotych łapówki.
Przypomnijmy, w sprawie chodzi o to, że przetarg na gaszenie i rozebranie hałdy wygrała ta spośród trzech firm, która paradoksalnie zaproponowała miastu najmniej pieniędzy za dzierżawę terenu. Zeznający w piątek świadek to właściciel firmy, która wchodziła w skład zwycięskiego konsorcjum. Po tym, gdy za nadużycia gospodarcze trafił do więzienia spokorniał i licząc na przedterminowe zwolnienie opowiedział prokuratorom w szczegółach o tym, jak szefowie drugiej z konsorcyjnych firm ustawili urzędowy przetarg na ktorym i on miał skorzystać. Dzięki jego zeznaniom dziś na ławie oskarżonych obok Jerzego W. zasiadają owi dwaj szefowie drugiej firmy – Wojciech N. oraz Bartłomiej L.
- Gdy ogłoszono przetarg, w urzędzie miejskim powiedziano nam wprost, że go nie wygramy, bo są nim zainteresowane inne firmy dysponujące znacznie większym potencjałem technicznym i finansowym. Wtedy Wojciech N. zaproponował, że poprosi o pomoc byłego wiceprezydenta a zarazem radnego - Jerzego W., który w przeszłości wielokrotnie miał pomagać mu przy przetargach - mówił przed prokuratorem świadek P. i potwierdził to także przed sądem.
Wojciech N. po rozmowie z radnym Jerzym W. miał zrelacjonować swym wspólnikom, jakie warunki postawił samorządowiec za pomoc w wygraniu przetargu. Zażądał na dobry początek 30 tysięcy złotych bez względu na to, czy przetarg uda się wygrać, a w przypadku sukcesu chciał dodatkowo po złotówce od każdej tony kruszywa wywiezionego z hałdy. Potem panowie mieli się już spotkać wszyscy razem.
- Radny Jerzy W. obiecał, że tak pokieruje zespołem przetargowym, że fakt posiadania przez nas dokumentacji technicznej ugaszenia hałdy przygotowanej przez Główny Instytu Gorniczy będzie rozstrzygający o wygraniu przetargu. Radny W. osobiście stwierdził, że potrafi wpłynąć na urzędników by tak się właśnie stało - relacjonował świadek Mirosław P.
Dla świadka jasnym było, że pozostałe firmy startujące w przetargu nie zdążą zlecić przygotowania dokumentacji technicznej. - Dla nas to opracowanie szykowano cztery miesiące. Gdy w GIG o to spytałem usłyszalem, że nie są w stanie przygotować tej dokumentacji na czas przetargu dla pozostałych firm - mówił świadek,.
Co zdumiewające, wedle zeznań świadka to właśnie radny Jerzy W. miał określić szefom konsorcjum, jaką stawkę kwoty dzierżawy mają wpisać w dokumentacji przetargowej. - My chcieliśmy wpisać wielokrotnie większą sumę, ale Jerzy W. powiedział, że nie ma takiej potrzeby - mówił w śledztwie świadek.
I stało się potem dokładnie tak, jak zapowiadał radny. Konsorcjum wygrało przetarg, choć zaproponowało najmniejszą stawkę. O ich wygranej zdecydował... fakt posiadania dokumentacji technicznej.
Mirosław P. opowiedział także przed sądem jak to spotkał przedstawicieli obydwu przegranych firm: - Powiedzieli mi wprost, iż wiedzą, że przetarg był pod nas ustawiony. Ale postanowili nie występować o jego unieważnienie, gdyż nie chcieli psuć sobie dobrych relacji z gminą, dla której wykonywali inne zlecenia - twierdził świadek.
Więcej o tej sprawie w najbliższym, drukowanym wydaniu GŁOSu.
|