Przyganiał kocioł garnkowi. Debata radnych o podwyżce podatku od nieruchomości dobitnie pokazała, że w polityce punkt widzenia zależy wyłącznie od miejsca siedzenia Email
Wpisany przez Głos Zabrza napisz do autora    środa, 05 listopada 2025 19:01

LOKALNE OPŁATY. Na wniosek prezydenta Zabrza - Kamila Żbikowskiego, w poniedziałek (27 października) Rada Miasta zdecydowała o podwyższeniu w przyszłym roku stawek podatku od nieruchomości w całej gminie. Najmniej dotkliwa opłata dodatkowa dotyczyć będzie zwykłych mieszkańców – prywatne osoby, które w skali roku zapłacą więcej o 6 groszy od metra kwadratowego, co przy średniej wielkości mieszkaniu własnościowym da w sumie 3 złote większej opłaty. Z kolei firmy i przedsiębiorcy zapłacą o 4-5 procent więcej, to jest dokładnie 1,54 zł za metr kwadratowy rocznie, co przy większych nieruchomościach oznaczać będzie proporcjonalnie większe obciążenie. Jak podkreślał sam prezydent Zabrza, dzięki nowym rozwiązaniom do zadłużonej kasy miasta wpłynie dodatkowo 5,5 milionów złotych. – To nie jest tak naprawdę żadna podwyżka, tylko korekta o poziom inflacji przywracająca realną wartość wnoszonych opłat – tłumaczył Kamil Żbikowski. Mimo to musiał odpierać ataki niektórych radnych o dwulicowość, gdyż pod rządami Agnieszki Rupniewskiej sam głosował przeciwko analogicznym podwyżkom i twierdził, iż są one niezasadne. Co ciekawe, atakowali go zarówno ci radni, którzy w poprzedniej kadencji samorządu ostro protestowali przeciwko podwyżkom, jak i ten, który bez wahania podnosił za nimi ręce, a teraz kreuje się na ostatniego sprawiedliwego i chwali się glosowaniem przeciw wzrostowi podatku.  

Ile będziemy więc płacić owego podatku od nieruchomości w 2026 roku? Generalnie jest kilka pozycji owego „cennika” w zależności od przeznaczenia nieruchomości. Jednakże dla osób prywatnych stawka od tzw. nieruchomości mieszkalnych wyniesie dokładnie 1,25 zł za metr kwadratowy rocznie. Jeśli ktoś posiada więc 50-metrowe mieszkanie, w skali całego roku zapłaci 62,50 zł, a mając 100-metrowe lokum, oczywiście dwa razy tyle, czyli 125 zł. Natomiast w przypadku nieruchomości „związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej oraz budynków mieszkalnych lub ich części zajętych na prowadzenie działalności gospodarczej” stawka wyniesie 35,53 zł za metr kwadratowy rocznie. Niestety, ani z treści uchwały, ani z dyskusji sesyjnej nie wynika jednoznacznie, ile w sumie pieniędzy powinno wpłynąć do kasy miasta z tytułu tej należności.

Za nowymi stawkami podatku od nieruchomości finalnie opowiedziało się 20 radnych, jeden był przeciwko (Sebastian Dziębowski), a trzech wstrzymało się od głosu (Janusz Bieniek, Grzegorz Turek i Ferdynand Reiss). Nim jednak samorządowcy podnieśli ręce, doszło do ostrej wymiany zdań pomiędzy niektórymi radnymi, a prezydentem Żbikowskim.

Mydlił pan oczy mieszkańcom…

Duże zastrzeżenia do postawy tego ostatniego miał radny Adam Harasimowicz (Koalicja Obywatelska-Nowe Zabrze) – szef komisji finansów publicznych RM. - W zeszłym roku my mówiliśmy z pełną odpowiedzialnością, że miasto jest w fatalnym stanie finansowym i niestety takie trudne decyzje o podwyżce podatków są niezbędne. Tymczasem ówczesny radny Kamil Żbikowski głosował przeciw. I mija się pan z prawdą twierdząc dziś, że wtedy była jakaś nadmierna podwyżka. Była dokładnie taka sama, czyli o wskaźnik inflacji. Jednakże teraz jako prezydent miasta sam pan wnosi o podwyższenie tych stawek i niejako każe nam to zrobić. Z jednej strony rozumiem to, bo tego wymaga odpowiedzialność. Rzecz w tym, że mijał się pan z prawdą w poprzednich latach twierdząc, iż takiej potrzeby nie ma – wskazał spokojnie radny. I dopytywał, jakie kroki przez minione dwa miesiące podjął prezydent by zwiększyć budżet miasta bez sięgania do kieszeni mieszkańców?

W odpowiedzi Kamil Żbikowski wskazał, iż mówił ogólnie o tym, iż w poprzednich latach ta konkretna podwyżka była wprowadzana ponad miarę i skalę inflacji, a nie że taki zarzut czynił prezydent Agnieszce Rupniewskiej.

- Gdy przed rokiem pytałem o pomysły miasta na pozyskiwanie funduszy okazało się, że wówczas gmina nie miała przygotowanego żadnego terenu do sprzedaży, a skupiała się na sprzedaży mieszkań, zresztą z dużą bonifikatą na rzecz dotychczasowych najemców. I już wówczas zwracałem uwagę, iż jest to sytuacja niebezpieczna, bo rokuje zastojem wzrostu wpływów z podatku od nieruchomości. Natomiast generalnie ze sprzedaży gruntów o charakterze inwestycyjnym powinny być dodatkowo generowane wpływy z podatków dochodowych z powstających miejsc pracy. I na tym aspekcie się obecnie skupiamy, by przygotować do sprzedaży jak najwięcej gruntów. I chcę uczciwie powiedzieć, iż proces ten ruszył w urzędzie jeszcze przed objęciem przeze mnie prezydentury – wyjaśniał Żbikowski.

Przyznał jednocześnie, iż ze względu na wcześniejsze zaniedbania, gmina nie może obecnie liczyć na skokowy wzrost prywatnych inwestycji na swym terenie, a w ślad za tym na znaczący wzrost wpływów z podatku od nieruchomości oraz nowych miejsc pracy.

Radny Harasimowicz jednak nie odpuszczał.

- Powiedzmy sobie uczciwie, że przed rokiem mydlił pan oczy mieszkańcom, że istnieje możliwość uratowania miasta bez podnoszenia opłat zabrzanom. A dobrze wiemy, że takiej sposobności nie ma o czym najlepiej świadczy ten zgłoszony przez pana projekt uchwały – podsumował.

Bój na definicje i procenty

Jeszcze ostrzej prezydenta zaatakował radny Sebastian Dziębowski (Dla Zabrza).

- Dlaczego te wszystkie oczywistości nie były dla pana zrozumiałe przed rokiem, gdy jako jeden z siedmiu radnych głosował przeciwko korekcie podatku od nieruchomości o poziom inflacji!? A podkreślmy, że dziś proponuje pan podwyżkę o maksymalnie dopuszczony przez prawo poziom. A skoro inflacja teraz spada, to rozumiem, że szykujemy się na obniżkę tych stawek? – zapytał nieoczekiwanie Dziębowski, wyraźnie nie rozumiejąc, iż spadek inflacji (czyli ograniczenie podwyżek) nie oznacza wcale spadku cen, tylko wyhamowanie ich wzrostu.

I przy okazji mylnie też zrozumiał, że na najnowszej podwyżce stawek miasto zarobi dwa miliony złotych, choć wyraźnie poinformowano chwilę wcześniej, że będzie to 5,5 mln złotych. – Wnioskuję zatem, by pan prezydent wycofał propozycję tej podwyżki – ogłosił Dziębowski.

W odpowiedzi prezydent Żbikowski zarzucił radnemu, że myli podstawowe pojęcia ekonomiczne, bo spadająca inflacja to nie deflacja (czyli długotrwały spadek cen) i warto, aby radny w dyskursie publicznym nie mylił tych różnych pojęć.

- Aby móc konkurować z innymi miastami o inwestorów, musimy nie tylko kiedyś pomyśleć o mniejszym wzroście podatku w stosunku do innych gmin, ale przede wszystkim przygotować więcej atrakcyjnych terenów na sprzedaż – tłumaczył Żbikowski i obszernie zrelacjonował trwający już proces uchwalania dokumentów planistycznych dla różnych obszarów miasta.

Taką argumentacją prezydent jednak tylko jeszcze bardziej zdenerwował Dziębowskiego.

- Dziękuję panie prezydencie za pouczenie przy tym moim przejęzyczeniu. Ale za to doskonale wiem, ile to jest 20 procent, bo o tyle pan deklarował obniżyć sobie wynagrodzenie. I wiem ile to jest 3 procent, bo o tyle faktycznie pan je sobie obniżył. I wiem też doskonale, ile to jest 90 procent, bo o tyle chciał pan obniżyć dodatki radnym funkcyjnym. Warto więc może się zastanowić i spełnić w końcu swoje wyborcze zapowiedzi i zacząć cięcia od siebie. Choć plusem jest dla mnie to, iż widzę, że pan wreszcie dorósł i zachowuje się jak gospodarz tego miasta. Warto tylko jeszcze przeprosić byłe panie prezydent Mańkę-Szulik i Agnieszkę Rupniewską za te wszystkie pana wystąpienia i głosowania na sesjach. Myślę, że to jest ten odpowiedni moment – odparował Dziębowski.

A chwilę po sesji na swym profilu społecznościowym zamieścił grafikę, że był przeciwny podwyżce podatku. Czyli próbuje zbijać kapitał polityczny dokładnie na tym, za co skrytykował tak mocno prezydenta Żbikowskiego…

Całą długą dyskusję i swoistą wojnę na słowa podsumował radny Ferdynand Reiss (Prawo i Sprawiedliwość). Przypomniał niedawną historię, gdy swoimi działaniami Rada Miasta zablokowała dużą inwestycję budowy centrum logistycznego na dawnej hałdzie w Biskupicach (na skutek głośnego i długiego protestu mieszkańców sąsiedniego osiedla domków jednorodzinnych).

- Tutaj z racji podwyżki podatku do kasy miasta wpłynie dodatkowe 5,5 miliona złotych. Panie prezydencie, zaledwie kilka miesięcy temu był tu na sali inwestor, dzięki któremu mielibyśmy rocznie nawet do 10 milionów złotych. Tam po prostu leżała kasa. Pan zagłosował przeciwko. Rozumiem oczywiście te wszystkie uwarunkowania, że protest mieszkańców i tak dalej… Ale tego typu żabę musimy po prostu wspólnie zjeść i to wszyscy razem.

Jak odpowiedział prezydent? – Nie wszystko możemy przeliczać na pieniądze, gdy dochodzi do konfliktu pomiędzy mieszkańcami, a inwestorem. W pewnych sytuacjach gmina musi postawić na interes zabrzan. I tak się stało w tej sprawie. Mam jednak nadzieję, że ta firma znajdzie jeszcze teren u nas i zainwestuje właśnie w naszym mieście, dzięki czemu wszyscy odniesiemy korzyść – podsumował Żbikowski.

foto: Miasto Zabrze/fb

ARTYKUŁ UKAZAŁ SIĘ W OSTATNIM WYDANIU NASZEGO JEDYNEGO W MIEŚCIE LOKALNEGO TYGODNIKA. ZAPRASZAMY DO REGULARNEJ LEKTURY NASZYCH PUBLIKACJI UKAZUJĄCH FUNKCJONOWANIE MIASTA I KONTEKST KLUCZOWYCH SPRAW  

 
 

FACEBOOK

SZYBKA POŻYCZKA

Z KOMORNIKIEM
32/260-00-33,

516-516-611,
Pośrednik CDF S.C.

firmy MATPOL

FINANSE Sp. z o.o 


 

Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA