|
DYSKUSJA W KAMPANI WYBORCZEJ. W ostatnich tygodniach z niepokojem i narastającym rozgoryczeniem obserwuję to, co dzieje się z zabrzańską oświatą. Decyzja o likwidacji Zespołu Szkół nr 17, podjęta podczas ostatniej sesji Rady Miasta, była dla mnie jednym z najbardziej bolesnych i rozczarowujących momentów, odkąd aktywnie uczestniczę w życiu publicznym Zabrza. Nie chodzi tu tylko o sam fakt zamknięcia szkoły. Chodzi o sposób, w jaki ta decyzja została podjęta – bez otwartości, bez dialogu, bez dania głosu tym, którzy są najbardziej zainteresowani: uczniom, nauczycielom, rodzicom i mieszkańcom dzielnicy. To nie był przykład dobrej samorządności. To był przykład tego, jak daleko można odejść od idei wspólnotowego, odpowiedzialnego zarządzania miastem.
Decyzje bez mandatu, decyzje bez rozmowy
Byłem obecny – przynajmniej zdalnie – podczas tej sesji. Słuchałem obrad, obserwowałem głosowania i czułem coraz większe zażenowanie. W przeszłości miałem okazję pracować w Urzędzie Miejskim, współpracować z prezydentami reprezentującymi różne środowiska polityczne, widzieć jak działa administracja lokalna od środka. Ale nigdy nie spotkałem się z sytuacją, w której tak istotna decyzja – dotycząca likwidacji jednej z najbardziej zasłużonych szkół w mieście – została przepchnięta w takim pośpiechu, bez pełnej informacji i bez konsultacji społecznych. Nie rozumiem, dlaczego mieszkańcom odmówiono prawa do rozmowy? Dlaczego nie wysłuchano głosu społeczności szkolnej. Dlaczego nie dano możliwości zabrania głosu tym, którzy przez lata tworzyli to miejsce – nauczycielom, uczniom, rodzicom, pracownikom szkoły. Nawet nie wszyscy radni mogli wyrazić swoją opinię. To nie był dialog. To była decyzja administracyjna, technokratyczna – podjęta przez komisarza bez demokratycznego mandatu, bez świadomości lokalnych więzi i kontekstu. Przed nami wybory samorządowe – już 10 sierpnia mieszkańcy zdecydują o przyszłości naszego miasta. Nie wyobrażam sobie, by w tym okresie – w czasie, gdy miastem zarządza osoba tymczasowa – podejmowano decyzje tak strategiczne i nieodwracalne, jak zamykanie szkół. Niestety, odnoszę wrażenie, że niektóre decyzje są podejmowane „na szybko”, jakby ktoś chciał zdążyć przed zmianą. To niepokojące i nieakceptowalne.
Szkoła to nie wydatek – to lokata w przyszłość miasta
Władze miasta tłumaczą likwidację Zespołu Szkół nr 17 koniecznością oszczędności. Uważam, że to bardzo krótkowzroczne podejście. Potencjalne oszczędności będą iluzoryczne, natomiast straty – zarówno społeczne, jak i symboliczne – nie do odrobienia.
ZS nr 17 to nie była „kolejna szkoła”. To była placówka z profilem turystycznym, z ciekawą, praktyczną ofertą edukacyjną. Uczestniczyła w projektach międzynarodowych, miała świetnych nauczycieli, dawała młodzieży szansę na zdobycie zawodu z przyszłością. Likwidacja takiej szkoły to nie oszczędność – to cięcie własnych korzeni.
Zabrze, jeśli naprawdę chce myśleć o przyszłości, musi inwestować w edukację. Musi wspierać nowoczesne, atrakcyjne kierunki kształcenia. Musi tworzyć ofertę, która zatrzyma młodych ludzi w mieście – która pokaże im, że mogą się tutaj rozwijać, pracować, zakładać rodziny. Zamykając szkoły, dajemy im sygnał: „Nie jesteście nam potrzebni”. A przecież to oni będą budować to miasto jutro.
Reforma tak – ale mądra, planowana i sprawiedliwa
Oczywiście, jestem świadomy wyzwań, przed którymi stoi system edukacji w całej Polsce. Mamy do czynienia z niżem demograficznym. Coraz mniej dzieci rodzi się każdego roku. Ale nie można tego faktu traktować jak wyroku. Przede wszystkim – nie można traktować go tak samo we wszystkich częściach miasta. Zabrze to mozaika dzielnic – każda z nich ma inną dynamikę demograficzną. Są miejsca, gdzie liczba dzieci rzeczywiście maleje, ale są też dzielnice, gdzie obserwujemy odwrotne zjawisko: migracje powrotne, napływ młodych rodzin, wzrost zapotrzebowania na przedszkola i szkoły. Pawłów, Grzybowice, Helenka – to tylko kilka przykładów. To oznacza, że reformy trzeba planować lokalnie. Z rozwagą. Z analizą trendów. Z perspektywą kilku, kilkunastu lat. Tymczasem mam wrażenie, że działania podejmowane obecnie są chaotyczne, niespójne i pozbawione wizji. Brakuje rozmowy z dyrektorami szkół, brakuje konsultacji z rodzicami, brakuje uczciwej informacji dla mieszkańców. Pamiętam, jak w latach 90. likwidowano przedszkola – bo „nie było dzieci”. Kilka lat później trzeba było je budować od nowa, często z ogromnym wysiłkiem i nakładami. Czy naprawdę chcemy powtórzyć ten sam błąd?
Dobre mieszkalnictwo to dobre szkoły
Jeśli chcemy, by w naszych szkołach było więcej dzieci, musimy zadbać, by w Zabrzu chciały mieszkać młode rodziny. Jednym z najlepszych przykładów są Grzybowice – dzielnica, która ożywiła się dzięki budowie mieszkań. Wraz z nowymi mieszkańcami pojawiły się dzieci, nowe potrzeby, nowe możliwości. Dlatego uważam, że rozwój mieszkalnictwa – przemyślanego, dostępnego, dobrze zaplanowanego – może i powinien być elementem polityki edukacyjnej. Szkoły nie powinny być zamykane, lecz wzmacniane w rejonach z potencjałem demograficznym. Władze miasta muszą widzieć ten związek i działać w sposób skoordynowany.
Tajemnice zamiast dialogu? Nie tędy droga
Szczególnie niepokoi mnie brak przejrzystości. Coraz częściej docierają do mnie sygnały, że plan likwidacji kolejnych szkół jest ukryty w tzw. programie ostrożnościowym – dokumencie, do którego dostęp ma tylko wąska grupa osób. Co więcej, nikt nie mówi otwarcie, co dokładnie się w nim znajduje. Czy mieszkańcy mają prawo wiedzieć, które placówki są zagrożone? Czy radni powinni znać skutki planowanych działań? Czy społeczność szkolna nie zasługuje na informacje? Dziś w mieście obserwujemy zjawiska, które są zaskakujące dla wielu mieszkańców: brudne ulice, ograniczenia w usługach publicznych, nieskoszone trawniki, nieczynny basen. Czy to wynik zaniedbań, czy już efekt programu ostrożnościowego? Jeśli to drugie – dlaczego nikt nie mówi tego otwarcie? Tylko transparentność, tylko uczciwość i dialog mogą odbudować zaufanie do władz miasta.
Dla mnie to też osobista sprawa
Nie jestem w tej sprawie bezstronnym obserwatorem. Szkoła przy Piłsudskiego 58 to moja szkoła. Jestem jej absolwentem, podobnie jak moja żona. Spędziliśmy tam ważne lata życia. To miejsce, które ukształtowało nas jako ludzi. To tam były nasze lekcje, studniówki, wycieczki, przyjaźnie na całe życie. I choćby dlatego nie potrafię przejść obojętnie obok tej decyzji. Ale patrzę też szerzej – jako rodzic, którego dzieci uczęszczają do różnych szkół w Zabrzu. Mam ogromny szacunek dla nauczycieli, dyrektorów, pracowników oświaty. To oni codziennie, często w trudnych warunkach, wykonują ogromną pracę. I nie zasługują na to, by traktować ich jak koszt do zredukowania. Bo szkoła – to nie koszt. To inwestycja. W przyszłość naszych dzieci. W przyszłość miasta.
Czas na powrót do rozsądku i odpowiedzialności
Dlatego mówię jasno: jeśli mieszkańcy Zabrza obdarzą mnie zaufaniem i wybiorą na prezydenta miasta – przywrócimy przejrzystość i szacunek w zarządzaniu. Nie będziemy podejmować decyzji za plecami ludzi. Będziemy słuchać, rozmawiać, planować razem.
Zbudujemy mądrą, sprawiedliwą i nowoczesną politykę edukacyjną. Taką, która nie będzie się bała zmian, ale będzie je przeprowadzać odpowiedzialnie. Taką, która będzie traktować szkołę nie jako balast, ale jako fundament przyszłości. Bo wierzę głęboko, że tylko miasto, które inwestuje w edukację, ma szansę na rozwój i prawdziwą zmianę.
"Przyszłość miasta zależy od tego, jak traktuje się jego najmłodszych mieszkańców – i tych, którzy ich wychowują i uczą. Szkoła bowiem to nie koszt. To inwestycja. I od tego, jak ją potraktujemy dzisiaj, zależy, kim będziemy jako wspólnota jutro."
materiał sfinansowany przez KWW Skuteczni dla Zabrza i Małgorzata Mańka - Szulik
|