Zabrzanie nie chcą palić byle czym, ale… Ile węgla w węglu? Email
Wpisany przez Elżbieta Skwarczyńska-Adryańska napisz do autora    czwartek, 16 lutego 2017 21:35

 

EKOLOGIA. Pisanie o niskiej emisji, głównej przyczynie smogu, od tygodni nękającego m.in. mieszkańców naszego miasta mogłoby wydawać się banałem, gdyby konsekwencje zdrowotne oddychania nim nie były tak poważne. Zabrzanie w większości popierają zaostrzenie kar dla osób, które w swych piecach palą śmieci, czy odpady wydzielające do atmosfery toksyczne związki. Jednak co mają robić, gdy węgiel – czego doświadcza nasza Czytelniczka z Zabrza-Rokitnicy – kopci przy spalaniu, oblepia piec i komin, a w popielniku zostają kamienie, piach i bóg wie, co jeszcze? Z naszego rekonesansu wynika, że jakość sprzedawanego paliwa się pogarsza, ale i nie bez winy są tez niedostosowane do danego rodzaju węgla piece.


Owdowiała przed z górą dziesięciu laty pani Mirosława samotnie zajmuje niewielkie mieszkanko na poddaszu kamienicy przy ul. Krakowskiej. Lokal wyposażony jest w ogrzewanie etażowe z piecem opalanym węglem. Dawniej małżonkowie kupowali węgiel na całą zimę wprost z kopalni, na której pracował mąż Mirosławy. Dziś schorowana wdowa, która zimą rzadko opuszcza swe mieszkanie, zdana jest na życzliwość sąsiada, który w razie potrzeby kupi dla niej kilka worków węgla i wniesie na górę. Kobieta od lat nabywała węgiel w tym samym składzie w Zabrzu-Grzybowicach. Zawsze była zadowolona z oferowanego tam opału. Aż do tej zimy…
- Nie wiem, co się stało, ale tym węglem nie da się palić! I nie jest to wina pieca, który niedawno przeszedł przegląd – żali. – Przedtem, gdy napaliłam wieczorem, rano w palenisku zostawał sam popiół. Teraz, nie dość, że węgiel podczas rozpalania strasznie kopci, rano wyjmuję z pieca piasek i kamienie. Muszę czyścić piec co najmniej dwa razy w tygodniu, taki jest brudny. Wręcz oblepiony sadzą. Wzięłam nawet na próbę dziesięć worków węgla z innego składu, z Maciejowa, ale efekt był ten sam.
Właściciel składu w Maciejowie (dane do wiadomości redakcji) sam niegdyś pracował w kopalni. – To niewielki skład, więc sprzedaję jedynie towar workowany. Kupuję go bezpośrednio z pakowalni, do której węgiel dostarcza kopalnia. Ja dostaję opał w zamkniętych workach – tłumaczy i przyznaje, że do ogrzewania zakładu używa tego samego węgla i również zauważył zmianę na gorsze. – To znaczy sam węgiel jest dobrej jakości, tylko kamieni i miału jakby więcej. Chyba kopalnie wybierają teraz gorsze pokłady lub niedokładnie oczyszczają węgiel na płuczkach? – zastanawia się. Mężczyzna, który od lat ma stałych klientów zaręcza, że wszelkie reklamacje uwzględnia i w zamian za znalezione między węglem kamienie oddaje im pełnowartościowy opał. – A czasem z góry na kilkanaście worków dorzucam jeden gratis – tłumaczy.
Zdzisław Dzieciuch, właściciel składu przy ul. Handlowej w Zabrzu-Grzybowicach, który wielokrotnie brał udział w zimowych konkursach GŁOSu i dodatkowo bezinteresownie obdarowywał węglem uboższych Czytelników naszego tygodnika twierdzi, że dziś, gdy zamykane są kolejne zakłady, coraz trudniej o węgiel, nie mówiąc o jego jakości. – Niegdyś zaopatrywałem się w jednej kopalni, bo węgla było w bród. Teraz biorę go z trzech, a nawet czterech zakładów z Polskiej Grupy Górniczej, by nie zostać bez towaru. Węgiel stał się towarem deficytowym, a potrzebuję miesięcznie około 3 tysięcy ton – mówi Dzieciuch. On też zauważył, że kopalnie mniej dbają o jakość sprzedawanego opału i może trafić się w worku kamień, ale nie takie ilości, jak opisywała nam to pani Mirosława (ten skład sam workuje przywożony węgiel). Zdaniem Dzieciucha jednak to, co pozostaje w piecu to nie kamienie, a tak zwana szlaka, która powstaje w wyniku spalania węgla koksującego. – A taki teraz sprzedają głównie kopalnie – dodaje. Dzieciuch, wielokrotnie chwalony przez naszych Czytelników przejął się telefonem wdowy. Jeszcze tego samego dnia obiecuje wspólnie z nią sprawdzić zawartość dwóch nie otwartych jeszcze worków. Jeśli reklamacja się potwierdzi, oferuje Czytelniczce wymianę zakupionych worków opału. - Mnie naprawdę nie chodzi o to, by mi ktoś gratis dawał dodatkowy węgiel, ale o jego jakość. Szkoda mi pieca, który może się zniszczyć przez zbyt dużą zawartość miału i piasku i sąsiadów, których zadymiam, paląc tym świństwem. A i ciągłe usuwanie kamieni z popielnika, to już nie na moje zdrowie – mówi nasza Czytelniczka. – Dlaczego straż miejska kontroluje mieszkańców, a nie sprzedawców węgla?

W straży miejskiej słyszymy, że nikt tam nie ma uprawnień do „rutynowej” kontroli składów. Podobnie jest z policją, choć tu, jak twierdzi Agnieszka Żyłka, rzeczniczka zabrzańskiej policji... - Kontrola taka mogłaby być podjęta, jeśli dostalibyśmy zawiadomienie o przestępczym procederze, czyli na przykład, że ktoś celowo sypie do węgla niedozwolone „dodatki”.
Jednak wszystko wskazuje na to, że problem nie leży w składach, choć finalnie – co wynika z przepisów dotyczących sprzedaży konsumenckiej - to właśnie sprzedawca odpowiada przed konsumentem za oferowany mu towar i to on zobowiązany jest zrekompensować mu jego złą jakość, jeśli klient ją zareklamuje. – Ja już nawet ostatnio zastanawiałem się, czy nie zamknąć tego interesu – wzdycha właściciel składu w Maciejowie.
Fachowcy za fatalną jakość powietrza winią nie tylko spalanie śmieci, czy stan kotłów grzewczych i pieców, ale w dużej mierze właśnie palenie węglem złej jakości. Jednak mimo alarmów ekologów w naszym kraju nadal brak norm, które określałyby parametry, jakimi węgiel miałby się charakteryzować. I choć „na oko” widać, że miał, piach, czy kamienie to nie oferowany w reklamach „orzech”, to nikt nie potrafi dokładnie powiedzieć, ile węgla powinno być w węglu…
- Kopalnie sprzedając węgiel dopuszczają 10-procentową zawartość miału – tłumaczy Dzieciuch. O innych „dodatkach” nie ma mowy.
Dzień po naszej interwencji w składach rozmawiamy z Czytelniczką, która nieoczekiwanie prosi, by... zaniechać publikacji. Sprawa wyjaśnia się, gdy kontaktuje się z nami Dzieciuch, który zgodnie ze swą obietnicą odwiedził ją, jednak żadnego kamienia ani w otwartych wspólnie workach ani w popielniku nie znalazł. Interweniująca czytelniczka tłumaczyła się ponoć, że wszystkie kamienie trzymała w wiadrze, na klatce schodowej, ale widać sąsiad już je wyrzucił. Ponadto okazało się, że węgiel, do którego miała zastrzeżenia nie pochodził ze składu Dzieciucha, a innego, w tej samej dzielnicy, gdzie faktycznie zaopatrywała się w minionych latach. Zabrzanka nie wzięła od Dzieciucha gratisowych worków. – Moim zdaniem problem w tym konkretnym przypadku leży jednak w czym innym – twierdzi Dzieciuch. – Po pierwsze piec tej pani nie jest przystosowany do węgla, jakim pali. Potrzebuje niekoksującego groszku (drobniejszego), a nie koksującego orzecha. Ale głównym powodem kłopotów, w tym kopcenia i brudzenia paleniska jest brak prawidłowej wentylacji pomieszczenia, w którym stoi piec.

Nasze ustalenia potwierdzają kontrole przydomowych palenisk, prowadzone od kilku lat przez straż miejską. Tej zimy (od 1 października do 2 lutego) zabrzańscy strażnicy odwiedzili 365 gospodarstw domowych, sprawdzając je pod kątem spalania śmieci. W większości zawiadamiającymi byli sąsiedzi, których zaniepokoił unoszący się z komina gryzący bądź kolorowy dym. - Podczas tych kontroli stwierdzono jedynie jedenaście przypadków spalania odpadów. W pozostałych miejscach winnym zanieczyszczeń był złej jakości węgiel, niewłaściwe jego spalanie lub przestarzałe piece – mówi Arkadiusz Półtorak z zabrzańskiej straży miejskiej…
W opisanym przypadku prawda również okazała się bardziej złożona, niż początkowo przypuszczaliśmy. Nawet do tak prostej - zdawałoby się – czynności, jak palenie w piecu, potrzebna jest pewna wiedza...

 

Tekst ukazał się w Głosie Zabrza i Rudy Śląskiej (nr 7, 16 lutego 2017) na kolumnie W STRONĘ NATURY, która jest współfinansowana przez Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach. Treści zawarte w publikacji nie stanowią oficjalnego stanowiska organów Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach.

 
Reklama
REKLAMA
 

FACEBOOK

Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA