KORONAWIRUS

koronawirus
Ogrodniczka z Zaborza Email
Wpisany przez Jakub Lazar napisz do autora    czwartek, 08 lipca 2021 09:21

Pasja, która pozwala zapomnieć o dolegliwościach i wieku.  Anna Grabowska dużą część swej emerytury wydaje na kwiaty. Nie kupuje jednak ciętych roślin do wazonu, by ozdobić nimi swoje małe mieszkanie, lecz sadzi je wokół domu. W ten sposób wokół bloku  przy ul. Czereśniowej w Zabrzu-Zaborzu powstał kwiecisty ogród. Trzy lata temu zdobył nagrodę w konkursie na zagospodarowanie terenu organizowany przez miasto. Potem wyróżniła go także Górnicza Spółdzielnia Mieszkaniowa Luiza, która administruje budynkiem.


     - Wszystko tutaj robię sama – mówi z uśmiechem na twarzy pokazując kwiecisty, duży zagospodarowany teren. - Sąsiedzi? Nie przeszkadzają, nie pomagają, ale też wcale od nich pomocy nie oczekuję. To moje hobby i moja pasja. Jest ładniej i to mnie cieszy! Najpiękniej chyba jest wiosną, jak kwitną pierwsze tulipany, ale pracy tutaj jest przez cały rok. Od końca marca do późnej jesieni. A siły rzeczywiście już nie te… W końcu mam 80 lat. Ale to nic. Gdyby tak wszyscy emeryci i renciści przestali narzekać i siedzieć przed telewizorami, a wzięli się do jakiś zajęć, choćby takich ogrodowych, to i miasto by wypiękniało i zdrowsi byśmy byli!
    W ogrodzie rosną i cieszą oko praktycznie wszelkie możliwe kwiaty. Oprócz begonii, petunii, róż, pelargonii, groszku są także łaskocące nozdrza zioła. Pani Anna sadzonki kupuje tam gdzie najkorzystniej. Liczy każdy grosz, bo trzeba go także wydać na nawozy oraz podlewanie. - Wszystkiego na te kwiaty nie wydam, bo zjeść coś muszę, a mam jeszcze rybki w akwarium oraz papużki do wykarmienia. A i czterem wnukom trzeba przecież czasem coś dać – mówi ogrodniczka. - W zimie robiłam w domu ozdoby z muszli i różnych bibelotów, które teraz spróbuję sprzedać, by zyskać fundusze na kolejne rośliny.
      Nasza bohaterka pochodzi z Horyńca koło Lubaczowa (dziś blisko granicy z Ukrainą). Wychowała się na rodzinnym gospodarstwie, a potem w PGR-ze. - Praktycznie cały czas miałam kontakt ze zwierzętami i byłam za pan brat z naturą – wspomina. - Miałam też ciągle jakieś zajęcie. I ta więź z przyrodą, ogrodem, oraz potrzeba ciągłej pracy są bardzo silne. Nie potrafię usiedzieć bezczynnie w czterech betonowych ścianach.
     Po przyjeździe na Śląsk, przez wiele lat mieszkała w Jastrzębiu-Zdroju, blisko kopalni i wśród górniczych rodzin. To tam założyła swój pierwszy przyblokowy ogród z kwiatami, który cieszył lokatorów i był stawiany za wzór przez administrację. Potem pracowała przy sprzątaniu osiedla oraz poszczególnych klatek schodowych. Póki starczyło zdrowia i nogi nie odmówiły posłuszeństwa - No, puchną, ale każdy ma jakiś problem. Zamiast narzekać, lepiej zając się czymś pożytecznym. Polecam ogród i kwiaty. Na szczęście spółdzielnia Luiza podłączyła mi osobne ujście wody z licznikiem, bym nie musiała już – jak podczas zakładania ogrodu - nosić wody w konewkach po schodach. To wielkie ułatwienie.


Tekst ukazał się w Głosie Zabrza i Rudy Śląskiej (nr 27 z 8 lipca 2021 roku) na kolumnie W STRONĘ NATURY, która jest współfinansowana przez Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach. Treści zawarte w publikacji nie stanowią oficjalnego stanowiska organów Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach.


 
 

FACEBOOK

Reklama
REKLAMA
Reklama
REKLAMA